poniedziałek, 3 listopada 2014

42. We need to talk.

Roonie POV:
Jeszcze przed otwarciem powiek dotarło do mnie jasne światło. Powoli otworzyłam oczy. Biały sufit. Jasnoniebieskie ściany. Aparatury. Justin śpiący na jednym z krzeseł w rogu sali. Byłam w szpitalu. Jakim kurwa cudem się tu znalazłam? Nacisnęłam przycisk wzywający pielęgniarkę, a po chwili przyszła do mnie lekarka.
- Dzień dobry Veronico. Nazywam się Isabella Harisson i jestem twoją lekarką prowadzącą. Powiedz mi, jak się czujesz? - spytała.
- Cholernie chce mi się pić. - powiedziałam słabym głosem, a po chwili dostałam szklankę wody mineralnej. Spojrzałam na zegar wiszący nad drzwiami. 2:28pm. - Co się właściwie stało, że tu trafiłam? - usłyszałam ciche ziewnięcie i spojrzałam na Justina, który się obudził. Musiał słyszeć naszą rozmowę.
- Ja pierdole! Skarbie! Kochanie! Jak się czujesz? Potrzebujesz czegoś? Jedzenia, wody? Boże! - nawijał jak katarynka, na co przewróciłam oczami.
- Justin!
- Tak?
- Nie trzeba Boże, wystarczy Roonie. - lekarka zaśmiała się z mojego komentarza. Następnie sprawdziła mi ciśnienie i inne pierdoły. Spojrzałam w okno, a następnie na mojego chłopaka, który bawił się swoimi palcami, ale miał usta zaciśnięte w cienką linię, co oznaczało, że jest ostro wkurwiony. - Justin. - nic. - Justin. - znowu nic. - Spójrz na mnie. - no cholera. - Justin kurwa! - krzyknęłam.
- That's what she said! - krzyknął z głupkowatym uśmiechem na twarzy.
- Co?
- No: That's what she said. - zaśmiał się z swojego żartu, po czym mruknął to zdanie pod nosem jeszcze raz.
- Możesz mi to wyjaśnić? - podniosłam prawą brew w górę, czekając na wyjaśnienia.
- No... - zaśmiał się. - Bo krzyczysz to za każdym razem, kiedy masz orgazm. - zaśmiał się. - A tak mówili w tym serialu The Office*. - i znowu się zaśmiał tym razem tak głośno, że aż pielęgniarka przyszła go uciszyć.
- Ja pierdole Justin. Jesteś taki głupi. - pokręciłam głową z dezaprobatą.
- Hej, chcesz usłyszeć żart? - spytał.
- No dajesz?
- Jak nazywają się dziwki z lasu?
- No jak?
- BorSuki! - zaczął się śmiać jak opętany, a ja nie wiedzieć czemu również zaczęłam się śmiać. I nagle wyobraziłam sobie Amy jako borsuka w lateksowej różowej spódniczce i metrowymi tipsami. Co?! I zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać.
- Tak, ty na prawdę jesteś głupi!
- Podobnie jak ty.- wyszczerzył zęby.
- Hey, bo zaraz nie będziesz miał co szczerzyć. - warknęłam w jego stronę.- Teraz tak poważnie, wiesz dlaczego zemdlałam? -kiedy pytanie padło w moich ust Justin ewidentnie się spiął.
-Emm....to..to z przemęczenia.- zaczął się jąkać, ewidentnie było widać, że kłamie.
-A tak naprawdę ?- Justin spuścił głowę.- Justin powiedz mi. -naciskałam.
-Ktoś ci wrzucił do drinka pigułkę gwałtu.- wyrzucił z siebie na jednym wydechu. -Ale obiecuję, że znajdę tego kogoś i zabije go własnoręcznie. -warknął.
-Uspokój się. Wiesz może kiedy stąd wyjdę ? -starałam się odciągnąć jego myśli od osoby, która chuj wie po co wrzuciła mi to gówno do drinka. Z drugiej strony zastanawiam się jakim cudem komuś udało się to zrobić. Przecież siedziałam cały czas przy barze,a drinka miałam pod ręką.
-Lekarz powiedział, że dzisiaj po południu.-powiedział i pocałował moją dłoń, którą trzymał przez co zachichotałam.
-Kocham Cię. -powiedział cichutko.
-Ja Ciebie też.- powiedziałam i przyciągnęłam go do siebie po czym wpiłam się w jego usta.

JustinPOV:
Droga ze szpitala do clubu ciągnęła mi się nie miłosiernie. Powiedziałem Roonie, że muszę jechać załatwić jakąś papierkową robotę. Cóż minąłem się trochę z prawdą gdyż jadę dorwać osobę odpowiedzialną za pobyt mojej dziewczyny w szpitalu. To, że byłem zdenerwowany było niedomówieniem. Byłem ekstremalnie wkurwiony i naprawdę współczułem tym których spotkam na swojej drodze. Kiedy dotarłem na miejsce wyszedłem z białego ferrari Roonie i szybkim krokiem skierowałem się w stronę wejścia. Otworzyłem drzwi z takim rozmachem, że prawie wyleciały z zawiasów skończyło się jednak na uderzeniu z hukiem o ścianę. Wszedłem do pomieszczenia gdzie przy barze siedział Ashton i popijał colę. Mam kurwa nadzieję, że tylko colę. Chłopak nieco się zdziwił na mój widok gdyż nigdy nie przychodziłem tu wcześniej niż przed 22.
-Gdzie jest kurwa Jake ? -wrzasnąłem.
-Na zapleczu. Wszystko w porządku szefie ?- zapytał lekko przestraszony Ashton. Chłopak wiedział, że jeśli jestem wkurwiony to nie wróży to nic dobrego.
-W jak najlepszym.- warknąłem ironicznie. -Przyprowadź go tutaj. -Ashton bez wahania ruszył wgłąb lokalu by po chwili wrócić z Jakiem u boku, który wyglądał jakby zaraz miał narobić w gacie.
-Pr-prosił mnie sz-szef ? -zaczął się jąkać przez co chciało mi się śmiać. Pokonałem dzielącą nas odległość dwoma susami. Teraz stałem twarzą twarz z Jakiem. Ashton się wycofał gdyż wiedział co dla niego najlepsze.
-Posłuchaj mnie Jake wczoraj ktoś wrzucił mojej dziewczynie do drinka pierdoloną pigułkę gwałtu przez co teraz leży w szpitalu i dobrze by było dla ciebie gdybyś mi powiedział kto to zrobił bo tak się składa, że to ty stałeś wczoraj za barem. -wysyczałem w jego twarz.
- W-wczoraj j-jak szefa dziewczyna siedziała przy barze zaczął się tu kręcić taki wysoki blondyn. Nie wiem czy to on wrzucił jej to świństwo do drinka ale słyszałem jak z kimś rozmawia przez telefon i mówił coś, że ma wszystko pod kontrolą, że cytuję "suka jest sama więc będzie łatwiej niż myślałem" i w tym czasie spojrzał na Roonie.- powiedział i widziałem w jego oczach niepewność i strach przed kolejnym moim ruchem. Podniosłem moją rękę na co chłopak się skulił. Wyciągnąłem ją przed siebie i poklepałem go po ramieniu.
-Dzięki stary, wracaj do pracy. - powiedziałem i podszedłem do Ashtona.
-Stary, wczoraj wysoki blondyn kojarzysz ? Podobno kręcił się koło baru przy Roonie.
-Taak kojarzę gościa. Z tego co mi wiadomo nazywa się Cody Smith.
-Dzięki. -skinąłem głową i wyszedłem z clubu. Problemów ze znalezieniem gada nie będę miał żadnych gdyż bardzo dobrze go znam. Wsiadłem do samochodu i z piskiem opon ruszyłem. Licznik wskazywał coraz większą liczbę,a ja łamałem co raz to nowe przepisy. Jednak teraz miałem to w dupie. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w warsztacie gdzie pracuje Smith.
Dotarcie na miejsce zajęło mi około 10 minut. Wysiadłem z samochodu trzaskając drzwiami. Szybkim krokiem wszedłem do środka i nie zastałem tam nikogo. Przeszedłem do drugiego pomieszczenia i moim oczom ukazały się same nogi poszukiwanego gdyż reszta jego ciała była pod autem. Schyliłem się i pociągnąłem go za nogę. Zaczął wyklinać pod nosem jednak kiedy mnie zobaczył w jego oczach mogłem dostrzec nutkę paniki jednak nie dał po sobie tego poznać.
-Co cię do mnie sprowadza, Bieber? -zapytał,a we mnie zawrzało. Złapałem go za kombinezon i przyparłem do najbliższej ściany.
-Co ciekawego robiłeś wczoraj w moim clubie, huh? -splunąłem.
-Piłem.
-Taaak ? Jesteś pewien, że tylko piłeś?
-Hmm...może.- zaśmiał się głupkowato.
-Nie igraj ze mną, Smith dobrze ci kurwa radzę.-warknąłem,a w jego oczach pojawił się dziwny błysk.
-Chcesz wiedzieć co robiłem ? Powiem Ci. Otóż wczoraj byłem u Ciebie w clubie i wrzuciłem twojej małej dziwce niebieską pigułkę do drinka. W planie miałem zabrać ją z klubu przelecieć na tysiąc różnych sposobów a potem odstawić komu trzeba. - powiedział i się uśmiechnął. Nie wiem czy był głupi czy chory umysłowo ale tą wypowiedzią podpisał na siebie wyrok. Nie czekając dłużej na nic moje kolano zadało pierwszy cios w brzuch na co chłopak zgiął się w pół. Następnie moja  pięść zetknęła się z jego pod brudkiem z taką siłą, że odrzuciło go do tyłu. Chłopak próbował mi oddać jednak tylko na próbach się skończyło. Przestałem nad sobą panować. Obaliłem go na ziemię, usiadłem na nim,a moje pięści zaczęły na przemian uderzać jego zmasakrowaną już twarz. Byłem jak w jakimś transie. Zadawałem cios za ciosem. W pewnym momencie chłopak przestał się całkowicie bronić jednak ja nie zaprzestałem swoich ruchów. Dopiero kiedy poczułem czyjąś dłoń na ramieniu zatrzymałem się. Odwróciłem głowę tak by zobaczyć stojącego nade mną Ashtona.
-Szefie, wystarczy. On nie żyje. -powiedział,a moje oczy się poszerzyły. Odwróciłem z powrotem głowę i spojrzałem na Smitha. Jego twarz nie przypomniała już jego twarzy. Cała czerwona we krwi, opuchnięta i pełno ran. Jego klatka piersiowa nie unosiła się a na ziemi zaczęła się tworzyć duża, czerwona plama. Wstałem z jego ciała i nie wiedziałem co mam zrobić. Po raz kolejny straciłem nad sobą panowanie jednak teraz nie było ze mną Ryana, który mnie powstrzymał. Najzwyczajniej w świecie zabiłem człowieka i nie czułem się z tym jakoś najgorzej. Żadnych wyrzutów sumienia,nic.
-Która jest godzina? -zapytałem się Ashtona odwracając się do niego przodem.
-Pół do piątej.
-Kurwa mać ! Muszę odebrać Roonie ze szpitala o piątej.
-Niech szef jedzie, ja się tym zajmę.
-Boże, Ashton jesteś wielki, dostajesz podwyżkę. - wyszczerzyłem się do niego.
-Dziękuję, szefie. A teraz niech szef jedzie jeszcze do domu się przebrać i umyć.
-Tak zrobię, Trzymaj się. -powiedziałem i skierowałem się w kierunku wyjścia kiedy miałem opuścić pomieszczenie  odwróciłem się do chłopaka. -Hey Ash jeszcze jedno. Skończ z tym szefowaniem jestem Justin. -posłałem mu przyjacielski uśmiech i wyszedłem.
Kiedy dotarłem do domu i wszedłem do łazienki, przeraziłem się. Mój biały T-shirt był cały we krwi tak samo jak moje dłonie i twarz. Wziąłem naprawdę szybki prysznic, przebrałem się, zabrałem kilka rzeczy dla Roonie i pognałem do wyjścia gdyż miałem tylko 10 minut.
Pod budynkiem szpitala znalazłem się 15 minut po czasie. Wbiegłem do holu taranując prawie kilka pielęgniarek. Wbiegłem schodami na 3 piętro by jak najszybciej znaleźć się w sali gdzie leży Roonie. Biegnąc korytarzem zostałem upomniany kilka razy ale szczerze mówiąc miałem to w dupie. Zatrzymałem się dopiero przed drzwiami do właściwej sali. Bez wahania wszedłem do środka.
-Kochanie strasznie cię przepraszam al...-nie dane mi było dokończyć gdyż przerwała mi w połowie zdania.
-Nie tłumacz się. Spóźniłeś się tylko pół godziny. - odparła dziwnym głosem bez emocji.
-Słońce nie bądź na mnie zła.
-Nie jestem Justin. -odparła chłodno i doskonale wiedziałem, że coś jest nie tak jednak postanowiłem poruszyć ten temat jak będziemy w domu.- Przyniosłeś mi rzeczy na przebranie ?  Bo nie chciałabym jak najszybciej opuścić to miejsce.
-Jasne. -odparłem podając jej torbę. Dziewczyna wzięła ją bez słowa i zniknęła za drzwiami łazienki,a ja zacząłem się zastanawiać co takiego mogło się stać. Bo na pewno nie chodzi jej o moje spóźnienie. Co takiego mogło się wydarzyć podczas mojej trzy godzinnej nieobecności. Moje rozmyślenia zostały przerwane przez wychodzącą z łazienki Roonie. Bez słowa przeszła obok mnie pakując do torby wszystkie swoje rzeczy w pośpiechu. Kiedy już wszystko upchnęła odwróciła się w moją stronę.
-Idziemy? -zapytała,a w jej głosie mogłem wyczuć zdenerwowanie.
-Tak, jasne. - odparłem.
-Umm...Justin pójdziesz po mój wypis ja poczekam na zewnątrz, chciałabym..um zaczerpnąć swieżego powietrza.
-Pewnie. -powiedziałem na co Roonie prawie biegnąc skierowała się do wyjścia. Naprawdę dziwiło mnie jej zachowanie. Przeszedłem na drugi koniec korytarza gdzie mieścił się gabinet doktora Roonie. Zapukałem lekko w drzwi i po usłyszeniu pozwolenia wszedłem do środka.
-Dzień Dobry, przyszedłem po wypis Veronici Styles.
-Ahh tak, proszę bardzo. -niska blondynka podała mi kilka kartek. -Ummm panie...- zatrzymała się nie wiedząc co powiedzieć.
-Bieber. -dokończyłem.
-Tak, Panie Bieber gdzie jest panna Veronica? -zapytała.
-Czeka na zewnątrz, dlaczego ?
-Pewien pacjent chciał się z nią zobaczyć. Prosił by do niego przyszła gdyż on sam jest nie zdolny do poruszania się.
-Kto taki ?
-Morgan Kazandi.- kiedy nazwisko wyleciało z jej ust zesztywniałem. Doskonale pamiętam co było ostantim razem kiedy Morgan chciał się zobaczyć z Roonie. Teraz już wiem skąd u niej taki humor.
-Zapewniam, że Veronica nie chcę się widzieć z tym mężczyzną i może jej to pani przekazać. Do widzenia. -nie czekając na odpowiedź kobiety wyszedłem.
Kiedy znalazłem się na zewnątrz zacząłem wzorkiem szukać mojej dziewczyny, która stała oparta o samochód. Podszedłem do niej i zabrałem torbę, któą wrzuciłem do bagarznika, oboje wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy do domu.
Od razu kiedy weszliśmy do domu postanowiłem zacząć rozmowę.
-Powiesz mi o co chodzi ?
-Nie rozumiem.
-Kurwa mać, Roonie. Odkąd przyszedłem do szpitala nie odzywasz się, a jak już się odezwiesz jesteś taka oschła. Powiedz mi co się stało. - dziewczyna spojrzała na mnie po czym spuściła wzrok na swoje buty. Nie wahając się ani chwili podszedłem do niej i zamknąłem jej drobne ciało w mocnym uścisku. Dziewczyna od razu się we mnie wtuliła głośno wzdychając.
-Przepraszam Justin. Nie powinnam odbijać na tobie mojego zdenerwowania.
-Csii...nie przepraszaj. To przez Morgana, prawda?- kiedy zadałem to pytanie jej głowa automatycznie uniosła się ku górze.
-Skąd wiesz?
-Twoja lekarka mi powiedziała, że chciał się z tobą widzieć.
-On chciał co ?- zapytała zdziwiona.
-Pani doktor mi powiedziała, że Morgan jest tutaj w szpitalu i chcę się z tobą widzieć.
-Tego nie widziałam. Po prostu usłyszałam rozmowę dwóch pielęgniarek,z której wynikało, że on jest w szpitalu. Dlatego chciałam się stamtąd jak najszybciej ewakuować,a tego, że on chciał mnie widzieć nie wieszałam.
-Nie ważne, skarbie. Teraz jesteś w domu. - powiedziałem gładząc jej policzek. Roonie położyła swoją dłoń na mojej i przybliżyła się do mnie po czym połączyła nasze usta w pocałunku. Całowanie tej dziewczyny jest jak narkotyk kiedy zaczniesz nie możesz przestać i chcesz więcej i więcej. Pogłębiłem pocałunek przenosząc moje ręce na jej biodra, dociskając jej ciało do mojego. Oczywiście nasz piękny moment jak zwykle musiał ktoś spierdolić. Kiedy usłyszałem pukanie do drzwi niechętnie oderwałem się od niej i poszedłem sprawdzić kogo diabli niosą. Kiedy otworzyłem drzwi, zamarłem.
-Dzień dobry panie Bieber. Policja, musimy porozmawiać. -powiedział jeden z nich pokazując  odznakę. Kurwa Mać.

Od Autorki:
Przeeepraszam, że nie było rozdziału znowu tyle czasu ale nie mam pojęcia jakim cudem nie mogłam wejść na bloggera. Po prostu nie chciała mi się załadować strona.... -,-

Ktoś chciał się czegoś o mnie dowiedzieć. Więc : Jestem Olivka, mam 16 lat. Jestem w pierwszej klasie liceum na dziennikarstwie. Tańczę, ogólnie kocham muzykę i jak widać uwielbiam pisać.
Jeśli coś jeszcze chcecie wiedzieć, śmiało.

Na prawdę nie chcę pisać wam limitów komentarzy ale no..... więc jeżeli jeszcze u jesteście to 10 Komentarzy proszę !

KOCHAAAAM WAS <3

niedziela, 19 października 2014

41. My boss


RooniePOV:
-W twoim czym? -zapytałam ponownie, kiedy wsiedliśmy do samochodu.
-Dobrze słyszałaś. Mam swój klub nocny. -warknął.
-Od kiedy ?
-Od wakacji.
-I nie powiedziałeś mi o tym ponieważ ? -zapytałam. Możecie mnie uznać za jebniętą, ale nie jestem na niego zła za to, że ma klub. No bo każdy w swój własny sposób na zarobki. Mój chłopak wybrał klub ? Okej. Tylko czemu mi kurwa o tym nie powiedział ? To dlatego jestem zła, że przez jebane pół roku nic o tym nie wiedziałam. Z drugiej strony jak ja mogłam tego nie zauważyć. Zdarzały się sytuacje, kiedy Justin odbierał telefon, wkurwiał się, mówił, że Chris albo Ryan mają jakiś problem i wychodził. Kiedy teraz na to patrzę to wszystko by się zgadzało. Tylko, że po raz kolejny Justin zawiódł moje zaufanie.
-Nie wiem. Chciałem ci powiedzieć, ale nie miałem okazji.
-Ah, nie miałeś okazji przez jebane pół roku? Może wcale nie chciałeś mi nic mówić ? Może się bałeś ? A może po prostu tak było wygodniej ? Okłamywać mnie i wychodzić do swojego klubu i zabawiać się z panienkami ?
-Nie! Na litość Boską nie ! - krzyknął.
-W takim razie dlaczego, Justin ? -teraz to i ja krzyczałam. -Dlaczego okłamywałeś mnie przez 6 miesięcy, jak ja mam ci kurwa ufać ?!
-Nie ufasz mi ? -automatycznie się uspokoił.
-Ufam, a raczej ufałam. Justin do cholery ukrywałeś przede mną dosyć istotny fakt, nie uważasz?
-Wiem i przepraszam. Ja po prostu chyba się bałem, że...-urwał.
-Że co ? -zapytałam, bo byłam bardzo ciekawa co chce powiedzieć.
-Że mnie zostawisz. - przy ostatnim słowie jego głos się podłamał.
- Co? - wyszeptałam. - Boże Justin. Kochanie spójrz na mnie. - podniosłam jego podbródek tak, że patrzyłam w jego oczy. - Nigdy nie pomyślałabym o tym. Nigdy bym nie mogła tego zrobić. - oparł swoje czoło o moje.
- Tak bardzo cię kocham Roonie. Tak cholernie mocno. - powiedział.
- Ja ciebie też. - musnęłam kącik jego ust i uśmiechnęłam się. - Zabierz mnie tam. - Justin otworzył szeroko oczy.
- Nie. Nie wezmę cię tam. Nigdy w życiu.

Justin POV

Jak mogłem dać się namówić, żeby Roonie zobaczyła mój klub? Czekam w salonie już od ponad 40 minut na nią, bo ona się ciągle szykuje.
- Jestem gotowa. - usłyszałem. Za mną stała Roonie, która... Kurwa.
- Idź się przebierz. - warknąłem.
- Czemu? Przecież jest okej. - powiedziała i spojrzała na swój strój, czyli czarną krótką spódniczkę, tego samego koloru prześwitującą bluzkę, pod którą był czarny stanik, a na nogach miała tego samego koloru szpilki. Kurwa. W dodatku te krwisto czerwone usta. Kurwa.
- Ale będę musiał pilnować przez cały czas nie tylko tych napalonych na ciebie facetów, ale i samego siebie. - szepnąłem jej do ucha, na co ona wciągnęła powietrze.
- Bardzo mi przykro kochanie, ale co ja bym miała z tego, jakbym musiała iść ubrana jak święta dziewica. - jęknąłem, gdy koniuszek jej języka musnął moją szyję. - To co idziemy? - spytała.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do auta. Jechaliśmy prawie pół godziny. W klubie było już mnóstwo osób. Większość mężczyzn patrzyła na Roonie, jak na nową striptizerkę, ale przestawali, gdy ja się na nich spojrzałem wzrokiem, który mógłby zabijać. Zabrałem dziewczynę do mojego gabinetu i posadziłem na biurku.
- I jak ci się podoba? - spytałem.
- Jest całkiem fajny. - wzruszyła ramionami i rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Całkiem fajny? - podniosłem brew do góry, po czym wpiłem się w jej usta, prosząc językiem o dostęp do nich, który mi dała. Roonie pociągnęła za końcówki moich włosów, przez co jęknąłem jej w usta. Zjechałem pocałunkami do jej szyi, gdzie zostawiłem po sobie ślad w postaci malinki. - To jaki jest mój klub kotku? - spytałem ponownie.
- Jest cholernie zajebisty. - przegryzła wargę, przez co wyglądała jeszcze bardziej seksownie. O ile z jej wyglądem tak się jeszcze da.. Pieprzyć to, że miałem pilnować samego siebie. najwidoczniej kiepski ze mnie opiekun. Ponownie wpiłem się w jej usta napierając na nią tak, że pół leżała na biurku. Moje ręce zaczęły jeździć po jej gołych udach podwijając jej spódniczkę do góry. Roonie wplotła swoje place w moje włosy szarpiąc za nie przez co w moich spodniach robiło się co raz mniej miejsca. Zjechałem swoimi pocałunkami na jej szyję lekko ją ssąc i przygryzając. Kiedy dotarłem do jej słabego punktu dziewczyna jęknęła i wygięła plecy w łuk nieświadomie ocierając się o mojego twardego już przyjaciela przez co syknąłem cicho co nie uszło jej uwadze. Podniosła swój wzrok spoglądając na mnie. Kiedy zobaczyła moją minę jej wzrok powędrował automatycznie w dół, widząc mój wzwód uśmiechnęła się chytrze.
-Szefie, czyżby miał pan nie mały problem ? -zapytała trzepocząc rzęsami.
-Myślę, że tak.- zachichotałem.
-Hmmm....-zamruczała.-Myślę, że mogę panu pomóc panie Bieber.
-Ja też tak uważam pani Styles.- wyszeptałem podchodząc coraz bliżej. -Sądzę, że powinniśmy  sprawdzić czy to biurko nadaję się do czegoś innego niż podpisywanie faktur.
-Ja też tak sądzę. -warknęła po czym pociągnęła z kołnierzyk mojej koszuli rozbijając jej usta o moje. Nasze pocałunki stały się bardziej dzikie i namiętne. Moje dłonie powędrowały bo jej piersi, zacząłem je lekko lecz zdecydowanie ugniatać przez co Roonie jęknęła mi w usta. Jej ręce zaczęły jeździć po moim brzuchu coraz niżej aż dotarła do moich spodni. Jej zwinne palce zaczęły rozpinać pasek od spodni, ja w tym czasie podciągnąłem jej spódniczkę do góry by następnie móc zsunąć jej majtki. Następnie zacząłem pocierać jej łechtaczkę przez co jęczała cicho co było muzyką dla moich uszu. Kiedy skończyła mocować się z moim paskiem szybkim i zdecydowanym ruchem pociągnęła moje spodnie wraz z bokserkami w dół. Nie zaprzestając moich ruchów, drugą ręką sięgnąłem do szuflady biurka by wyciągnąć prezerwatywę. Szybkim ruchem rozerwałem paczuszkę po czym wsunąłem gumkę na mojego penisa by sekundę później zastąpić nim moją rękę. Kiedy w nią wszedłem jęknęła tak głośno, że miałem wrażenie, że pomimo iż w klubie był straszny hałas to i tak nas usłyszeli.
-O mój Boże, Justin !!- wydyszała.
-Tak kochanie. Powiedz czego chcesz.
-Sz-szybciej, kurwa. -wyspała. -Pieprz mnie szybciej.- Muszę powiedzieć, że kocham temperament tej dziewczyny.
-Jak sobie życzysz, skarbie. - powiedziałem przyspieszając moje ruchy.Po kilkunastu następnych pchnięciach poczułem jak jej ścianki zaciskają się wokół mojego penisa. Chwilę później jej ciałem zawładnął orgazm, dziewczyna wbiła paznokcie w moje plecy jęcząc w moje usta. Sekundę później ja również doznałem spełnienia. Oparłem się czołem o jej czoło próbując unormować oddech. Kiedy już wrócił on do normalności zszedłem z niej, zużytą prezerwatywę związałem i wyrzuciłem do śmieci, następnie oboje się ubraliśmy i doprowadziliśmy do porządku.
-Zaczyna mi się to podobać. - powiedziałem.
-Ale co ? -zapytała nie wiedząc o co mi chodzi.
-No wiesz najpierw na płytach przy ścianie, teraz na biurku w moim gabinecie, ciekawe co będzie następne.
-Co powiesz na szatnie albo WC w szkole ?
-Jestem za ! - wyszczerzyłem się do niej.
-Dobra panie mogę uprawiać sex wszędzie chodźmy się napić. - pociągnęła mnie za rękę na dół do baru. Zamówilśmy sobie po drinku i usiedliśmy w loży. Położyłem dłoń na jej udzie i zacząłem po nim jeździć.Nagle podszedł do nas ochroniarz- Ashton.
- Szefie, przepraszam, że przerywam, ale musi pan pomóc wyprowadzić jednego mężczyznę. - spojrzałem na Roonie.
- Będę przy barze. - wstała i poszła do wspomnianego miejsca. Ruszyłem więc za Ashtonem. Jeden z klientów nie chciał wyjść z klubu, jednak kiedy ja go o to "poprosiłem": sprawa wyglądała całkiem inaczej. Zrobiłem co musiałem co zajęło mi niestety ponad 20 minut i poszedłem poszukać mojej dziewczyny. Siedziała przy barze podpierała się ręką.
- Kochanie wszystko w porządku? - spojrzałem na nią. Była cała blada.
- Nie czuję się za dobrze, Justin. - chwyciłem ją w talii i zacząłem iść w stronę wyjścia. Nagle Roonie wyślizgnęła mi się z uścisku i upadła na podłogę.
- Roonie? Kochanie? - poklepałem ją lekko po policzku. - Pomocy! Niech ktoś kurwa zadzwoni po pogotowie.- wrzasnąłem na cały klub. Po chwili zjawił się Ashton informując mnie,że karetka już jedzie.
Kilka minut później pogotowie zabrało Roonie do szpitala. Przekazałem co miałem moim pracownikom i pognałem w stronę szpitala. Kiedy tam dotarłem od razu rzuciłem się w stronę recepcji. Kobieta widząc moje zdenerwowanie i zmartwienie od razu udzieliła mi potrzebnych informacji. Kiedy znalazłem się pod jej salą zobaczyłem, że dziewczyna śpi podpięta do kilku aparatur kontrolujących jej rytm serca itd. Stałem tak patrząc na jej kruche ciało lezące za szybą gdy poczułem czyjąś rękę na ramieniu.
-Witam, panie Bieber. - przede mną stał ten sam lekarz co w tedy kiedy Roonie była w śpiączce. Ten sam, którego prawie pobiłem.
-Dzień Dobry. Co z nią ? -zapytałem od razu.
-Jej stan jest stabilny. Teraz po prostu śpi. Jutro rano może wrócić do domu.
-Skoro wszystko w porządku to dlaczego zemdlała ?
-Widzi pan, wykonaliśmy Pani Styles serię badań, które wykazały obecność narkotyków w jej krwi, a dokładniej mówiąc tabletkę gwałtu.- Na jego słowa głośno wciągnąłem powietrze. Zabije skurwysyna, znajdę i zatłukę. Przysięgam!

Od Autorki :
Osobiście nie jestem w stanie skleić porządnego zdania. Dzisiaj umarła ważna dla mnie osoba w rodzinie.
Jednakże nie chciałam po raz kolejny was zawieść i poprosiłam o pomoc moją ukochaną przyjaciółkę- Roonie, która dla was napisała ten rozdział więc podziękujcie jej ładnie.

PROSZĘ O KOMENTARZ <3

poniedziałek, 13 października 2014

40. My nightclub.


Ważna notka, misie !!

RooniePOV:
Kiedy się obudziłam jedyne co czułam to piekielny ból głowy. Uchyliłam lekko powieki po czym zamrugałam kilka razy próbując dostosować moje oczy do światła. Kiedy udało mi się otworzyć je całkowicie pierwsze co napotkałam to brązowe oczy przepełnione troską, strachem i miłością.
-Roonie tak się bałem, słonko.- powiedział i złożył delikatny pocałunek na moich wargach.
-Justin...-szepnęłam.- Nic Ci nie jest?
-Nie, dlaczego ?
-B-bo ja zanim straciłam przytomność to słyszałam strzał. Chybił prawda? -zapytałam z nadzieją.
-Nie, kochanie nie chybił.
-Jak to ? -zapytałam. -W takim razie kto?
-Molly.- Justin spuścił głowę.
-Jak to Molly? Co ona ma z tym do cholery wspólnego ?- zapytałam podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Kochanie, powinnaś leżeć.
-Nie zmieniaj tematu, Justin.
-Nie wiem. W zasadzie to ona Cię uratowała.
-C-co ? -zająknęłam się. Jakoś trudno mi było uwierzyć, że mój wróg numer jeden uratował mi dupsko. -Co z nią ? Błagam powiedz mi, że żyje. -Cóż pomimo iż nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami to nikomu nie życzę śmierci.
-Żyje, jest w szpitalu ma tylko przestrzelony bark.
-Chciałabym do niej pojechać. -nie wierzyłam sama w to co mówię.
-Kochanie,powinnaś leżeć i odpoczywać.
-Justin, ja nie umieram. Ja tylko uderzyłam się w głowę i straciłam przytomność. Czuje się dobrze. Naprawdę.- dodałam widząc jego minę po czym złapałam go za kark przyciągając do siebie złączyłam nasze usta.
Niespełna godzinę później wraz z Justinem weszliśmy do szpitala. Podeszłam do recepcji gdzie siedziała niezbyt przyjemnie wyglądająca kobieta.
-Słucham ? -zapytała  i wykrzywiła mordę jakby wpierdoliła cytrynę.
-Szukam Molly Forbes. Przestrzelony bark. -warknęłam.
-Z rodziny ?
-Siostra.- powiedziałam coraz bardziej zirytowana.
-3 piętro pokój 315.
Bez słowa odeszłam ciągnąc za sobą Justina, który oczywiście zwrócił mi uwagę, że nie musiałam być taka oschła. Jednak postanowiłam tego nie komentować. Kiedy dotarliśmy na 3 piętro zobaczyłam siedzącą na korytarzu Amy.  Kiedy stukot moich butów rozszedł się po korytarzu szatynka podniosła wzrok.
-Po co tu przylazłaś,Styles? -zapytała.
-Potańczyć Hula.- odparłam z ironią. Na co usłyszałam za sobą stłumiony chichot Justina.
Miałam już wchodzić do sali kiedy zatrzymał mnie głos tej idiotki.
-Po co do niej idziesz? Nie wchodź tam. - powiedziała swoim skrzeczliwym głosem.
-Trzymaj Ryj , Moore i się nie wpierdalaj. -syknęłam. -A ty tutaj na mnie poczekaj, proszę. Chcę z nią sama porozmawiać. -powiedziałam całkowicie zmieniając ton głosu w stosunku do Justina. Na co on tylko skinął głową i musnął moje czoło.
Weszłam do pomieszczenia gdzie panował półmrok. Rolety były zasłonięte, na środku pokoju stało tylko jedno łóżko, ma którym leżała drobna blondynka odwrócona twarzą do okna, a do jej ciała było pełno podłączonych urządzeń, które monitorowały jej stan.
-Amy, mówiłam Ci, że nie chce mi się z tobą gadać. -powiedziała głosem wypartym z emocji nie odwracając głowy.
-Nie jestem, Amy.- na dźwięk mojego głosu  odwróciła głowę tak szybko, że o mało nie skręciła sobie karku.
-Styles, co ty tutaj robisz? -zapytała o dziwo spokojnie.
-Szczerze mówiąc to zadawałam sobie to pytanie całą drogę. -mruknęłam na co blondynka się zaśmiała. -Jednak chyba przyszłam podziękować i porozmawiać.
-Siadaj. -wskazała krzesło stojące obok jej łóżka. Jak chciała tak zrobiłam.
-Posłuchaj ja naprawdę dz...- zaczęłam jednak od razu mi przerwała.
-Wiem co chcesz powiedzieć ale wstrzymaj się z tymi podziękowaniami, uwierz mi, że na nie nie zasłużyłam. -powiedziała tonem przesiąkniętym poczuciem winy. Pierwszy raz ją widziałam w takim stanie.
-Co masz na myśli ? Justin mi powiedział, że to ty mnie uratowałaś.
-Roonie...- zaczęła. - To była moja wina, że się tam znalazłaś. Ja mu w tym wszystkim pomagałam. Te esemesy, zdjęcia w szafce to wszystko była moja robota. Pewnego dnia Chris do mnie przyszedł i powiedział, że jeśli mu nie pomogę to ty tak czy inaczej zginiesz, a ja do Ciebie dołączę. Bałam się dlatego się zgodziłam. Robiłam wszystko co mi kazał, bo po prostu się bałam. Wczorajszy plany był prosty. Po wyścigu Chris miał Cię tam zabrać pod pretekstem rozmowy, a ja w tym czasie miałam pilnować Justina żeby cię nie szukał. Jednak nie potrafiłam tego zrobić. Kiedy tylko się dowiedziałam, że poszłaś z Chrisem od razu pobiegłam do Justina. Na początku mi nie wierzył w zasadzie mu się nie dziwie, wtedy zaczęłam płakać i praktycznie błagałam go żeby mi po prostu zaufał i poszedł ze mną. Udało się. Kiedy zobaczyłam Cię i Chrisa, który do Ciebie celuje dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że on na prawdę chce Cię zabić. Przez ten cały czas myślałam a przynajmniej wmawiałam sobie, że blefuje jednak nic podobnego on naprawdę chciał Cię zabić. I  pomimo tego, że nie jesteśmy przyjaciółkami, pomimo że zawsze skakałyśmy sobie do gardeł to nie chciałam twojej śmierci. Wiem, że pewnie masz mnie za puszczalską dziwkę i w zasadzie masz prawo o mnie tak myśleć. Wiem, że zrobiłam ci straszne świństwo z czego zdałam sobie sprawę dopiero kiedy zobaczyłam jak Beadlaes w Ciebie celuje. Wiem, że to pewnie niczego nie zmieni ale przepraszam, Roonie. Naprawdę przepraszam. -ostatnie zdanie wyszeptała, a z jej niebieskich oczu wyleciało kilka łez. Wiem, że mówiła szczerze. I nazwijcie mnie jebniętą nie mam jej tego za złe,a nawet ją rozumiem. Jeżeli w grę wchodzi swoje życie zrobisz wszystko się uratować. Nie zważając na konsekwencje. Siedziałam tak i patrzyłam na płaczącą dziewczynę przede mną. W mojej głowie toczyła się wojna myśli. Nie wiedziałam jak mam się zachować, czy co powiedzieć. Jednak po chwili zebrałam się w sobie i wypowiedziałam słowa, których przysięgam, że nigdy bym nie pomyślała, że wypowiem je w kierunku Forbes.
-I tak dziękuję. - powiedziałam.
-C-co? - spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
-Dziękuję. Bo jednak naraziłaś się i postanowiłaś mi pomóc. Masz rację nienawidziłam Cię za to co zrobiłaś ale przyjmuję przeprosiny.
-N-naprawdę ?
-Tak, Molly. Naprawdę. Nie wierzę, że to powiem ale zapomnijmy o tym co było, co ty na to ?
-Nie wierzę, że to powiedziałaś ale zgoda. Zapomnijmy.- zachichotała.
-No i zajebiście. A teraz dwie sprawy po pierwsze skończ się mazać bo jak ktoś wejdzie to pomyśli, że cię pobiłam, a po drugie zrób coś z tym pitbullem pod drzwiami bo o mało mnie nie pogryzła jak chciałam tutaj wejść. -powiedziałam. Molly spojrzała na mnie po czym obydwie wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem. Chwile później w drzwiach ukazała się brązowa czupryna Justina.
-Wszystko okej ? -zapytał. -Było tak cicho, że pomyślałem, że udusiłaś ją poduszką czy coś jednak usłyszałem śmiechy.
-Spoko, Bieber jak widać żyje, a Roonie nie pójdzie za mnie siedzieć. - zachichotała, a ja zaraz za nią. Kto by pomyślał, że ja Roonie Styles będę się śmiała razem z Molly a nie z tego co robi Molly.
-Całe szczęście. - zaśmiał się. -Nie chciałem wam przeszkadzać w brataniu się czy co tam robicie ale Roonie, dzwonił Anderson i prosił nas żebyśmy przyjechali.
-Okey. Trzymaj się, Forbes. - rzuciłam na odchodne.
-Cześć, Roonie. -posłała mi lekki uśmiech. Weszłam z jej sali nie zwracając uwagi na Amy siedzącą przed jej salą złapałam Justina za rękę i skierowaliśmy się w stronę wyjścia ze szpitala.
***
-Chciał pan mnie widzieć. -powiedziałam wchodząc do gabinetu Andersona.
-Tak tak. Witam Veronico. Siadaj proszę. -wskazał na fotel na przeciw jego.
-Dziękuję.-skinęłam głową i usiadłam.
-Jak to się stało, że pan Christian Beadles chciał panią zabić ?-zapytał.
-Dobre pytanie. Przesłuchaliście go ?
-Tak jednak nie chce z nikim rozmawiać za wyjątkiem Ciebie.
-W takim razie zaprowadźcie mnie do niego. - powiedziałam.
-Nie! -do rozmowy dołączył Justin.
-Zgodzę się tutaj z panem Bieberem. Nie sądzę, żeby to było bezpieczne.
-Niby dlaczego ?
-Na litość boską, Roonie ten kutas chciał cię zabić.- Justin prawie krzyczał.
-Nic mi nie zrobi, znam go. Uspokój się.- powiedziałam.
-Jak ja się mam kurwa uspokoić ?! Ktoś kogo uważałem za przyjaciela i ty również wczoraj stał z jebaną bronią wycelowaną w twoją głowę, ty chcesz z nim być sam na sam w jednym pomieszczeniu jak ja mam być kurwa spokojny ?!
-Nie dramatyzuj. -westchnęłam. -Przecież jestem w budynku pełnym POLICJANTÓW. Nic minie będzie, Justin. Z resztą podjęłam już decyzję i jej nie zmienię.
-Świetnie. To idź. Powodzenia. -warknął po czym wstał i tak po prostu wyszedł. Westchnęłam głośno i spojrzałam na Andersona, który siedział nic nie mówiąc.
-Przepraszam za niego.
-Nie przepraszaj. Rozumiem go, martwi się o Ciebie, To normalne jeżeli ktoś kogoś kocha.
-Taak. Możemy iść ?
-Jesteś tego pewna ? -zapytał.
-Tak jestem. -odpowiedziałam krótko. Mężczyzna  nic już nie powiedział tylko zaprowadził we właściwe miejsce. Szliśmy tak pustym korytarzem gdzie po obu stronach znajdowały się masywne metalowe drzwi. Ogarniająca nas cisza była nawet lekko przerażająca. Gdyż jedyne co było słychać to odgłosy naszych kroków. Szłam tak za policjantem zastanawiając się nad tym jak przebiegnie nasza rozmowa. Jak to będzie wyglądało. Czego się dowiem. Pochłonięta myślami nie zauważyłam kiedy mężczyzna się zatrzymał przez co wpadłam na niego.
-Przepraszam. -wymamrotałam.
-Nic się nie stało. Wszystko okej ? Jeżeli nie chcesz tego robić to nie musisz. - zapewniał.
-Nie nie wszystko okej, chcę to zrobić.
-Dobrze, a więc tak wejdziesz tam sama gdyż przy policjantach nic nie powie. Ja będę jednak wszystko obserwował stąd. -wskazał na wizjer w drzwiach. Jeżeli cokolwiek by się działo od razu wychodź. Ja jestem w pogotowiu, rozumiesz?
-Tak. -odparłam krótko po czym weszłam do pomieszczenia. Widok jaki zastałam lekko mnie przeraził. To nie był ten sam Chris. Miałam wrażenie, że przede mną siedzi całkiem obcy mi człowiek. Jego oczy były puste, takie zimne pozbawione jakichkolwiek emocji, na twarzy widniał kilku dniowy zarost, a na ustach błąkał się dziwny uśmieszek. Wyglądał jak szalony.
-Proszę proszę kto postanowił mnie odwiedzić. -odezwał się lodowatym tonem.
-Czego jeszcze ode mnie chcesz? -warknęłam siadając naprzeciwko niego.
-Kochanie ja jeszcze  nic nie zrobiłem.
-O mało co mnie nie zabiłeś Chris!- krzyknęłam. -Dlaczego ? Powiedz mi kurwa dlaczego  ? -wykrzyczałam, a oczy napełniły mi się łzami jednak nie pozwoliłam im wypłynąć.
-Chcesz wiedzieć dlaczego ? -zapytał z nutką kpiny w głosie. -Powinnaś wiedzieć, przecież ty zawsze wszystko wiesz najlepiej.
-Nie rozumiem.
-To jest kurwa bardzo proste! Miałem powoli dosyć tego jak praktycznie zawsze było tak jak ty chciałaś, że zawsze robiłaś tak, że każdy musiał koło Ciebie skakać.  Rób tak dalej,a stracisz wszystkich wokół w bardzo szybkim czasie.  Jak mówiłem,praktycznie zawsze każdy musi kolo ciebie latać, a ty prawie palcem nie kiwniesz i uważasz się za jakąś najważniejszą i nie wiadomo kogo, a tak naprawdę to wszyscy są równi, tylko że chyba tego nie widzisz bo za bardzo jesteś zapatrzona w siebie. Tak samo jak nie dostrzegłaś tego, że Cię kocham tylko poleciałaś do Biebera. Nigdy nie doceniłaś tego, że zawsze byłem przy tobie Ja! Nie Ryan, Nie Bieber, nie twoja matka, nie twój ojciec  zawsze ja. Ale taka księżniczka jak ty tego nie dostrzegła.
- I dlatego postanowiłeś mnie zabić ?!
-Tak jak powiedziałem, jeżeli nie będę miał Cię ja to nikt nie będzie Cię miał. -warknął, a jego oczy pociemniały.
-Jesteś chory, Chris. Nie poznaje Cię. - szepnęłam.
-Nie jestem, kurwa chory! -ryknął. - Po prostu chcę Ciebie! Ja nigdy bym cię nie uderzył, nigdy bym cię nie okłamywał tak jak robi to Bieber.
-O czym ty mówisz? Jakie okłamywał. - zapytałam zdezorientowana. Na co Chris się tylko krzywo uśmiechnął.
-Oj kochanie jesteś taka naiwna.- powiedział. - Pamiętasz dzień kiedy dostałaś od niego w pysk ? -zapytał i nie czekając na odpowiedź kontynuował.- Oczywiście, że pamiętasz. To ja go doprowadziłem do takiego stanu , biznes nie poszedł po naszej myśli i się nasz Justinek zdenerwował.
-Jaki biznes? Co ty pieprzysz, Beadles? |
-Niech ci Bieber powie. Ja skończyłem. - powiedział i oparł sie o oparcie krzesła zakładając ręce na piersi. - A teraz z łaski swojej  wypierdalaj stąd, księżniczko. -  warknął.
- Dlaczego taki jesteś ? -szepnęłam będąc na skraju łez.
-Powiedziałem wypierdalaj. -ryknął kompletnie ignorując moje pytanie. Wystraszona zerwałam się z krzesła i otworzyłam drzwi. Kiedy miałam je już zamknąć odwróciłam się do Chrisa. - Zmarnowałeś pół mojego życia.-szepnęłam, a  pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
-Wszystko w porządku? -zapytał Anderson kiedy wracaliśmy.
-Tak. -ucięłam. -Dziękuję, ja już pójdę jeżeli coś jeszcze by się działo proszę dzwonić.
-Jasna sprawa. Do zobaczenia, Veronico.
-Do widzenia. -odpowiedziałam i wyszłam z komisariatu. Kiedy tylko wyszłam z budynku poczułam czyjeś ręce oplatające moją talię.
-Przepraszam.-wymamrotał w moją szyję. -Nie chciałem na Ciebie krzyczeć, ja po prostu się o Ciebie martwię, słońce.
-Wiem. -powiedziałam i odwróciłam się tak, żebym mogła zobaczyć jego twarz. Złapałam jego twarz w dłonie i złożyłam lekki pocałunek na jego ustach. Potem kolejny i kolejny. Doskonale wiedziałam jak go rozproszyć i właśnie teraz mam zamiar to wykorzystać.
-Kochanie...-mruknęłam w jego usta szarpiąc lekko jego włosy na co jęknął. p Powiedz mi *buziak* jaki *buziak masz *buziak* biznes z Chrisem ? - oderwałam się od niego i spojrzałam prosto w jego oczy, w których mogłam dostrzec panikę.
-Roonie ja....-zaczął jednak od razu mu przerwałam stawiając sprawę jasno.
-Nawet się kurwa nie waż wciskać mi jakiś bajek.
-Sprzedaję dragi w moim klubie nocnym.-wypluł to zdanie na jednym wydechu.

Od Autorki:
Będę się streszczać obiecuję !
1. Postanowiłam, że jeżeli ktoś ma jakieś pytania dot. mnie i mojej osoby, bądź Fury. Pod tym rozdziałem zostawiajcie w kom. pytania. Na wszystkie odpowiem !!
2. Dziękuję za 21 komentarzy !! Mam nadzieję, że zawsze już ich tyle będzie , serio cieszyłam się głupi do sera.
3. Rozdział jest krótki ale myślę, że treściwy. I wiem, że obiecałam, że bd rozdziały normalnie,a znowu dd w pn a nie w weekend. Ale nie miałam siły. Dodam tylko, że rozmowa między Chrisem,a Roonie jest z życia wzięta.
KOCHAM WAS I KOMENTUJCIE TAK ŁADNIE PROOOOOSZĘ <3 + PAMIĘTAJCIE O PYTANIACH !!

sobota, 4 października 2014

39. Second race for calm.

NOTKA, WAŻNE !! 
+18 !
JustinPOV:
-Justin, wstawaj!- powiedziała radośnie.  Jednak nic sobie z tego nie zrobiłem i odwróciłem się na drugi bok. -Kochanie proszę Cię wstań.- jej głos stawał się coraz bardziej zirytowany.
-Jezus kobieto daj postać chociaż w sobotę. - jęknąłem chowając twarz w poduszkę.
-Nie,a teraz wstań bo zrobię coś czego byś nie chciał. -zagroziła.
-Mhmmm..-odparłem gdyż mój mózg jeszcze w pełni nie funkcjonował. Kiedy jęki Roonie ustały myślałem, że zrozumiała i dała mi w spokoju pospać jeszcze trochę jednak bardziej nic mylnego. Chwilę później poczułem jak zalewa mnie fala lodowatej wody.
-Co jest kurwa?-wrzasnąłem i chciałem wyskoczyć z łóżka jednak zaplątałem się w kołdrę i runąłem na ziemie słysząc jak moja ukochana dziewczyna wybucha śmiechem. Podniosłem się z podłogi i spojrzałem na Roonie, która stała z już pustą miską skręcając się ze śmiechu.
-Bawi cię to kochanie ? -warknąłem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. -ledwo udało jej się powiedzieć przez śmiech.
-Zapłacisz mi za to. -mruknąłem powoli do niej podchodząc jednak ona tego nie zauważyła gdyż dalej się śmiała.
-Już się boję.- powiedziała próbując się uspokoić. Jednak ja byłem już przy niej. - Justin co ty....-zaczęła jednak nie dane było jej skończyć gdyż złapałem ją w pasie i przerzuciłem sobie przez ramię kierując się w stronę łazienki. -Justin proszę nie. -zaczęła piszczeć kiedy odkryła moje zamiary.-Kochanie błagam nie rób tego ja przepraszam. - zaczęła uderzać swoimi rękami w moje plecy wierzgając nogami. -Błagam cię ni...-nie dokończyła kiedy wepchnąłem ją pod prysznic i włączyłem zimną wodę.
Roonie zaczęła piszczeć chcąc się wyrwać jednak jej na to nie pozwoliłem.
-Mówiłem, że mi za to zapłacisz.-zacząłem się śmiać.
-Dobra dobra jesteśmy kwita. Teraz mnie wypuść. -krzyczała.
-Nie nie nie jeszcze chwilę,kochanie. - zaśmiałem się.
-Dobrze ale mi potowarzyszysz, KOCHANIE. -powiedziała i nim się zorientowałem wciągnęła mnie pod strumień zimnej wody.
-Nienawidzę cię, wiesz? -westchnąłem.
-Kochasz mnie. -odparła pewnie.
-Taaa chyba masz rację.- powiedziałem po czym wpiłem się w jej usta. Roonie zarzuciła mi ręce na kark wplatając swoje dłonie w moje włosy. Warknąłem cicho i przyparłem ją do ściany. Moje ręce błądziły po jej ciele aż dotarły do rogów jej koszulki. -Skoro już tu jesteśmy zróbmy z tego pożytek.- mruknąłem zdejmując z niej bluzkę. Moje ręce następnie powędrowały do rozporka jej szortów, które po chwili leżały gdzieś w łazience. Po chwili do szortów dołączył jej stanik oraz majtki. Takim sposobem
Roonie stała przede mną zupełnie naga. Nasze języki toczyły zawziętą walkę o dominację. Wplotłem jedną rękę we włosy dziewczyny, a drugą ściskałem jej biodro. Roonie zdjęła swoje ręce z mojego karku i szybkim zdecydowanym ruchem pozbyła się moich bokserek w konsekwencji czego oboje byliśmy nadzy. Po chwili oderwaliśmy się od siebie ciężko dysząc -Kochanie przyszliśmy tu w ramach małej zemsty,a nie żebym cię przeleciał pod prysznicem ale jeśli tego nie przerwiemy to to zrobię.-wychrypiałem.
-Uhmm...-odpowiedziała tylko stojąc pod ścianą starając się unormować oddech.
Po dokładnym umyciu naszych ciał i wysuszeniu ich zeszliśmy na dół by przygotować sobie coś do jedzenia. Postawiliśmy na naleśniki. Kiedy jedzenie było gotowe wspólnie usiedliśmy przy stole.
-Cieszysz się z powodu dzisiejszego wyścigu, prawda? -zapytałem w trakcie jedzenia.
-Nie masz pojęcia jak bardzo.- odparła radośnie.-A ty?
-Co ja ?
-Nie cieszysz się na dzisiejszy wyścig?
-Ciesze się gdyż wiem, że moja cudowna dziewczyna zmiecie wszystkich z powierzchni ziemi.
-Z pewnością. Ale czekaj....ty nie bierzesz udziału ?
-Nie.
-Dlaczego ? -zapytała zdziwiona.
-Po prostu. Nie chcę. Dzisiaj będę ci kibicował ale obiecuje, że następny wyścig wygram ja.- powiedziałem  i posłałem jej całusa w powietrzu. W zamian otrzymując perlisty śmiech dziewczyny.
-Niech ci będzie panie Bieber. -zachichotała. -Co będziemy robić do wieczora ? -zapytała z pełnymi ustami przez co się zaśmiałem.
-Co tylko zechcesz, księżniczko.
-Awwww to było słodkie. Kochanie ale proszę skończ nocami kiedy śpię oglądać tanie romansidła.
-No dzięki ja tu się staram być romantyczny.-powiedziałem z udawanym smutkiem.
-Kochanie romantyczny a kiczowaty to dwie inne sprawy. -zaśmiała się.
-Dobra, zobaczymy jeszcze. Wracając do twojego pytania może po prostu nie róbmy nic. Jak chcesz to zadzwonimy po ekipę i posiedzimy, a potem pojedziemy razem na płyty.Co ty na to ?
-Brzmi świetnie. - ucieszyła się. -To ja zadzwonię do Taylor i Chrisa, a ty zadzwoń do Ryana i Alexa, okej ? - zapytała na co jej tylko przytaknąłem wyciągając telefon. Roonie w tym czasie pobiegła na górę za pewne po swój. Po trzech sygnałach Ryan odebrał.
-Halo ?
-Siema stary mam propozycję.- zacząłem od razu.
-Dawaj.
-Wpadasz do mnie ? Posiedzimy pogadamy,a potem pojedziemy na płyty. Co ty na to ?
-No spoko. Może zadzwonię do Alexa i Blaisa?
-Do Blaisa właśnie dzwoni Ron, a jak chcesz to możesz zadzwonić po Alexa.- przynajmniej ja nie będę musiał tego robić pomyślałem.
-Spoko to będę za godzinę. -nie mówiąc nic więcej rozłączył się. Akurat kiedy skończyłem rozmowę na dół zeszła Roonie.
- I jak ? -zapytałem.
-Tay z Blaisem przyjdą za jakąś godzinę, a Chris powiedział, że nie ma czasu i musi coś załatwić. Nie wiem o co chodziło ale był dziwnie podenerwowany.- widziałem, że zaczyna się martwić. Podszedłem do niej i objąłem jej ciało ramionami.
-Nie martw się może faktycznie my coś wypadło. Wieczorem pewnie ci wszystko powie.
-Masz rację. -powiedziała i musnęła moje usta.
Ogarnęliśmy trochę dom, Roonie przygotowała coś do jedzenia, ja w tym czasie pojechałem do sklepu po coś do picia. Kiedy skończyliśmy akurat rozbrzmiał dzwonek do drzwi.Roonie pobiegła otworzyć drzwi, chwile później w moim domu ukazała się cała nasza paczka.
-Juuuuuuuuuuustin!- usłyszałem krzyk Ryana, a po chwili poczułem jak wskakuje na moje plecy.
-Spierdalaj, Butler.- powiedziałem śmiejąc się.
-No wiesz Ty ,co tak witać starego przyjaciela.-powiedział z udawanym smutkiem w głosie.
-Wybacz Ryan, ale tylko ja mogę wskakiwać Justinowi na plecy.- rozległ się głos mojej dziewczyny za nami.
-Ona ma rację.- powiedziałem to kończąc tą śmieszną wymianę zdań. Przyciągnąłem Roonie do siebie składając delikatny pocałunek na jej czole, po czym poszliśmy do salonu gdzie wszyscy już byli.
Siedzieliśmy tak z dwie godziny śmiejąc się i rozmawiając. Głównym tematem naszych rozmów był dzisiejszy wyścig, na który nie ukrywajmy wszyscy czekaliśmy. W pewnym momencie Blaise rozmarzył się na temat wygranej, jednak szybko ostudziłem jego zapał gwarantując mu, że to Roonie wygra.  Po wypowiedzeniu tych słów Blaise zaczął udawać, że płacze przytulając się do Taylor i skomląc jakim to Justin Bieber nie jest chujem. Na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Pomimo tego, że każde z nas skończyło 18 lat, każde z nas ma na swoim koncie nie do końca legalne rzeczy, każde z nas chociaż raz uchlało się do nieprzytomności i każde z nas dostało po dupie od życia to i tak w takich momentach jak te kiedy siedzieliśmy w naszym małym zaufanym gronie potrafiliśmy się zachować tak beztrosko jak banda nastolatków z gimnazjum.
-Wiecie co ? –zaczęła Taylor.
-Nie ale zgaduje, że zaraz nam powiesz.-Roonie wyszczerzyła się do niej.
-Nie wkurwiaj mnie, Styles.- warknęła. –A tak serio to doszłam do wniosku, że trzeba Butlerowi znaleźć dziewczynę.
-Przecież on jest gejem. – powiedziałem próbując zachować powagę jednak widząc minę mojego przyjaciela wybuchnąłem śmiechem.
-Mówię poważnie, Bieber. No bo spójrz Ty jesteś z Roonie, Ja z Blaisem, Alex z Crystal, a nasz Ryan jest samotny.
-Przecież jest jeszcze Chris on też nikogo nie ma. –odparłem co spotkało się z poparciem Butlera.
-Chris to Chris jego miłością jest on sam.- parsknęła.- Zachowuje się jak Malik z One Direction. Spróbuj mu zabrać lusterko a Cię zje.- nabijała się z niego, a po chwili dołączyła do niej również Roonie.
-O nieee moja grzywka.-pisnęła machając rękami, a wszyscy zaczęli się śmiać. – O mój Boże żel mi się skończył, co ja zrobię ? – dalej nabijała się z Chrisa.
-Dobra, wystarczy.- wydyszałem nie potrafiąc złapać powietrza ze śmiechu.
-A poza tym.- odezwał się Ryan  kiedy przestał się śmiać.- Po co mi jedna panna na stałe jak wokół tyle pięknych, chętnych pań.
-Stary, gadasz jak kiedyś Bieber i patrz jak skończył.- do rozmowy przyłączył się również Alex.
-Jak niby skończyłem?- warknąłem obejmując siedzącą obok Roonie. Alex nic nie powiedział tylko wyszczerzył się jak osioł do Shreka posyłając mi wymowne spojrzenie. Na co wystawiłem w jego kierunku środkowy palec.
-No właśnie, pieprzyć po trzy laski na wieczór to kiedyś była tradycja Biebera, a teraz ktoś musi zając jego miejsce. – po słowach Butlera poczułem jak ciało Roonie się napina.
-Wystarczy!- syknąłem przyciągając dziewczynę bliżej siebie. Ryan chyba kapnął się co zrobił od razu próbując uratować sytuację zaczął zapewniać, że to było kiedyś itd. |
-Po prostu się już zamknij. –Roonie warknęła będąc rozdrażniona tym wszystkim przez co dopadło mnie poczucie winny. Odsunąłem jej drobne ciało od mojego po czym wstałem i bez słowa wyszedłem z salonu kierując się na górę do mojej sypialni. Kiedy znalazłem się w środku usiadłem na łóżku chowając twarz w dłoniach.
Jak to jest ze w przeciągu kilku minut potrafi się wszystko spierdolić? Chwile temu siedzieliśmy śmiejąc Się do rozpuku, po czym jedno zdanie potrafi rozpierdolić całą atmosferę.
Nie wiem ile tak siedziałem. W pewnym momencie usłyszałem jak drzwi do pokoju się otwierają i zamykają. Chwilę później poczułem jak ktoś łapie moje dłonie i odciąga je od mojej twarzy. Podniosłem wzrok i spotkałem się z brązowymi oczami Roonie. Dziewczyna uklękła przede mną i zamknęła moje dłonie w swoje.
-Co się stało?- zapytała patrząc mi prosto w oczy.
-Nic… -mruknąłem.
-Justin….- westchnęła przeciągle.-Powiedz co cię gryzie. – powiedziała muskając mój policzek opuszkami palców przez co przez moje ciało przeszedł prąd. Westchnąłem cicho.
-Kurwa.- mruknąłem cicho. – Po prostu wiem, że to co robiłem kiedyś nigdy nie zostanie mi zapomniane, że każdy będzie pamiętał mnie jako Justina Biebera tego, który chlał, bawił się, zaliczał… i miał wszystko w dupie. Ja jestem w stanie to znieść bo w końcu byłem taki na własne życzenie. W tym wszystkim chodzi o Ciebie. Mi zrobiło się głupio po tym co powiedział Ryan więc nie wyobrażam sobie co musiałaś poczuć ty. Zawsze znajdą się osoby, które powiedzą, że jesteś kolejną zabawką na jedną noc. Zawsze znajdzie się ktoś kto powie, że jesteś naiwną laską, która prowadza się z męską dziwką. Nie chcę tego. Nie chcę tego dla Ciebie.
-Wystarczy!- powiedziała stanowczo. Złapała moją twarz w dłonie i patrząc prosto w moje oczy rzekła.- To przeszłość, Justin. Przeszłość, której nie zmienisz. I wiesz co ? Nie obchodzi mnie to co ludzie powiedzą. Nigdy nie obchodziło i teraz też nie zacznie. Fakt, dziwnie się poczułam po słowach Butlera ale to nie ma znaczenia. Kocham Cię i wszystko inne mam w dupie. Łapiesz ?
-Gdzieś ty była całe moje życie? –zapytałem.
-Tak się składa, że tuż obok. Jednak był pan zbyt zaaprobowany pieprzeniem panienek, panie Bieber. –powiedziała na co się skrzywiłem. Widząc moją minę westchnęła.- Żartowałam.- mruknęła i wepchnęła mi się na kolana.
-Złaź ze mnie. Ciężko mi, chyba będę musiał ci zacząć serwować samą sałatę. – powiedziałem. Roonie próbowała zsunąć się z moich kolan jednak skutecznie jej to uniemożliwiłem oplatając moje ręce wokół jej talii. – Żartowałem. – mruknąłem przybliżając moja twarz do jej by po chwili złączyć nasze usta.
Kiedy dojechaliśmy na pasy było już po 22, a wyścig miał się rozpocząć o 23. Wszyscy stanęliśmy tam gdzie zawsze i robiliśmy to co zawsze- zwracaliśmy na siebie uwagę. Stałem oparty o maskę samochodu Roonie, a dziewczyna stała przyciskając swoje plecy do mojego torsu. Z braku ciekawszych zajęć zacząłem składać delikatne pocałunki na jej szyi. Kiedy moje usta zetknęły się z jej skórą automatycznie zadrżała mocniej napierając na moją klatkę piersiową. Odgarnąłem jej włosy na jedną stronę by mieć lepszy dostęp i zassałem lekko jej czuły punkt na co cicho jęknęła. Nie uszło to jednak uwadze Taylor, która spojrzała na nas śmiejąc się.
-Justin przestań….- jęknęła kiedy moja ręka zaczęła masować jej brzuch schodząc niżej.
-Nie wiem o czym mówisz.- szepnąłem jej do ucha.
-Justin… tu jest pełno ludzi.- mruknęła. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł.
-Ej Evans, która godzina ?- krzyknąłem.
-Piętnaście po, a co ?
-Nie, nic.-powiedziałem po czym pociągnąłem Roonie w kierunku opuszczonych magazynów.
-Justin, co ty robisz? –zapytała zdezorientowana podążając za mną.
-Idziemy tam gdzie nie ma ludzi.
-Jus…- zaczęła jednak nie dane jej było skończyć gdyż dotarliśmy na miejsce. Stanowczym ruchem przyparłem ją do ściany wpijając się w jej usta. Roonie automatycznie oddała pocałunek zarzucając ręce na mój kark. Moje ręce zjechały na jej tyłek mocno go ściskając na co jęknęła i chwilę później oplotła swoje nogi wokół mojego pasa. Całowaliśmy się zachłannie jakby od tego zależało nasze życie.
-Mam cholerną ochotę przelecieć cię przy tym murze. – sapnąłem kiedy oderwaliśmy się od siebie. Roonie nic nie mówiąc rozplotła swoje nogi i stanęła przede mną. Pociągnęła mnie za kołnierz mojej kurtki i zaczęła całować moja szyję. Chwilę później poczułem jak jej dłonie mocują się z moim rozporkiem.
-Co ty…? –zacząłem jednak mi przerwała.
-Zamknij się i bież to na co miałeś ochotę zanim się rozmyślę.- warknęła, a mnie dosłownie wmurowało w  ziemie.  W momencie kiedy dotarł do mnie sens jej słów ponownie wpiłem się w jej usta w tym samym czasie zacząłem opinać jej spodnie.
-To będzie szybkie, skarbie. – mruknąłem ciągnąc jej spodnie w dół. W tym samym czasie Roonie zdjęła moje uwalniając gotowego do pracy małego Justina. Zwinnie nałożyłem prezerwatywę i szybkim ruchem złapałem ją za biodra unosząc ku górze by sekundę później opuścić ją prosto na mojego przyjaciela. Roonie głośno jęknęła i wpiła się w moje usta. Oparłem jej ciało o ścianę i zacząłem w nią wchodzić całą moją długością. Po kilkunastu następnych pchnięciach poczułem jak jej ścianki zaciskają się wokół mojego penisa. Chwilę później jej ciałem zawładnął orgazm, dziewczyna wbiła paznokcie w moje plecy jęcząc w moje usta. Sekundę później ja również doznałem spełnienia. Oparłem się czołem o jej czoło próbując unormować oddech. Kiedy już wrócił on do normalności zdjąłem jej drobne ciało z mojego. Ubraliśmy się i doprowadziliśmy do porządku następnie spletliśmy nasze dłonie wracając do reszty.
-Dziękuję, słonko. To było coś. –powiedziałem.
-Polecam się na przyszłość. – powiedziała i ukazała rządek białych zębów.
-Zapamiętam na przyszłość.- rzuciłem zaczepnie. W odpowiedzi uzyskałem jej głośny śmiech. Kiedy  dotarliśmy na miejsce nasze grono powiększyło się o dwie o osoby, a mianowicie Chrisa i Molly. Kiedy Roonie zauważyła tego pierwszego puściła się biegiem po czym wskoczyła mu na plecy.
-Chrriiiiiiis. – krzyknęła.
-Cześć, małpko.- powiedział.
-Mam się czuć zazdrosny ? –zapytałem stając obok nich.
-Nie masz o co. – powiedziała i po chwili siedziała już na moich plecach.
-Gdzie wy byliście, do cholery? –zapytał Blaise. –Nie było was ponad pół godziny za chwilę zaczyna się wyścig.
-Musieliśmy coś załatwić.- odpowiedziała krótko Roonie i zeskoczyła z moich pleców by wpakować swój seksowny tyłek do auta.
Podszedłem do czarnego Fiskera Karmy mojej dziewczyny i wepchnąłem głowę przez okno.
-Pokaż im na co cię stać. –powiedziałem muskając jej usta.|
-Tak zrobię. – przytaknęła. Chwilę później przed nami stanęła Molly z chorągiewką w dłoniach. |
-Powodzenia. –powiedziałem i odszedłem.
Niespełna 10 minut później Roonie stała obok nas z wielkim uśmiechem na twarzy i srebrną walizeczką w rękach.  Wszyscy zaczęli ją ściskać i jej gratulować. Grzecznie czekałem aż wszyscy jej pogratulują. Kiedy to się stało stanąłem za nią obejmując jej w pasie szepnąłem jej do ucha gratulacje. Mocno ją do siebie przytulając. Nagle przed nami pojawił się Chris,
-Roonie, możemy pogadać ?
-Jasne, mów.
-To delikatna sprawa, wolałbym na osobności.
-Ummm…okej. Za chwilkę wrócę.- ostatnie zdanie skierowała do mnie po czym odeszła z Chrisem w stronę gdzie zaledwie pół godziny temu uprawialiśmy sex. Z braku ciekawszych zajęć stanąłem między Ryanem i Alexem słuchając o czym mówią.
Staliśmy tak z 15 minut rozmawiając na temat tego jak dobrze Roonie poradziła sobie z wyścigiem jednak ona w dalszym ciągu nie wróciła z Chrisem. Nagle podbiegła do mnie Molly na jej twarzy malowało się przerażenie, a oczy miała pełne łez.
-Justin ja nie mogę….- zapłakała. – Musisz tam iść…. On ją zabije… błagam cię rusz się. –po jej policzkach spłynęły łzy.
-O czym ty mówisz?- zapytałem kompletnie zdezorientowany.
-Chris, on chce ją zabić. Błagam musisz mi uwierzyć musimy ją ratować. Justin proszę uwierz mi. – z jej oczu kapało coraz więcej łez, a ona sama stała przede mną ciągnąc mnie za kurtkę. Widziałem w jej oczach, że nie kłamie. Nie patrząc na nic puściłem się biegiem w stronę magazynów. 

RooniePOV:
Szliśmy tak w kompletnej ciszy w stronę magazynów gdzie chwilę temu pieprzyłam się z Bieberem. Na samą myśl na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech. Kiedy znaleźliśmy się miedzy budynkami postanowiłam się odezwać.
-Chris, o co chodzi ? –zapytałam. Ten jednak ani drgnął stał plecami do mnie nic nie mówiąc. – Chris ? Odezwiesz się ? –zapytałam. Następne sprawy potoczyły się bardzo szybko. Beadles gwałtownie się odwrócił i dwoma susami pokonał dzieląca nas odległość złapał mnie za szyję i rzucił o ścianę. Stwierdzenie, że byłam w szoku to mało powiedziane.
-Chris co ty….- zaczęłam jednak nie dane mi było skończyć.
-Zamknij się, suko.- warknął. – To koniec, Roonie. Rozumiesz? Twój koniec. Ty i ten twój chłoptaś wszystko spierdoliliście. Nie widziałaś tego, że cię kocham ? Troszczyłem się o Ciebie jak nikt nigdy, a ty poszłaś do Biebera, tego który traktował cię jak gówno. I skoro ja cię nie mogę mieć to nikt nie będzie cie miał, rozumiesz kurwa? –krzyknął i wystawił broń w moim kierunku. To, się bałam było totalnym nieporozumieniem. Byłam cholernie przerażona. – Jesteś nic nie warta dziwką, Roonie.- splunął, a w moich oczach pojawiły się łzy. Ktoś kogo traktowałam jak brata, ktoś kogo kochałam okazał się największym chujem. Nie potrafiłam nic zrobić. Nie potrafiłam się bronić. Po prostu zamknęłam oczy czekając na mój koniec. Nagle usłyszałam czyjś krzyk. Podniosłam głowę i zobaczyłam kilka osób biegnących w naszym kierunku i Chrisa, który nazwał kogoś kłamliwą suką i wycelował bronią w tamta stronę. Ze względu na to, że było ciemno nie widziałam kim byli ci ludzie. Nie wiele jednak myśląc poderwałam się do pionu i rzuciłam w kierunku Beadlesa z zamiarem wyrwania mu broni. Jednak nie wszystko poszło tak jakbym tego chciała. Nie wiedziałam co się dzieje usłyszałam strzał, ból nagle się pojawił, następnie czyjś krzyk, a potem była tylko ciemność .

Od Autorki: 
Po pierwsze  BAAAAAARDZO PRZEPRASZAM ZA OBSUWĘ ALE SZKOŁA PO PROSTU SZKOŁA MI DAJE W DUPĘ.
Po drugie chce tu zobaczyć ponad 10 kom. żebym wiedziała, że to dla kogoś pisze. 
KOCHAAAAM WAS <3 
Ps, Nastepny pojawi się szybciej, na pewno!!!

niedziela, 21 września 2014

Surprise.

Niestety aniołki rozdziału dzisiaj nie będzie. Gdyż nie dałam rady za co bardzo was przepraszam. Ale mam dla was niespodziankę. Nie chcąc was zostawić z niczym macie pierwszy TRAILER naszego kochanego Fury !
Enjoy !!
Ps. prosiłabym o komentarze jak wam się podoba.

https://www.youtube.com/watch?v=ZPO5w4TKAAE&feature=youtu.be

niedziela, 14 września 2014

38. It doesn't matter!

SomeonePOV:
Szłam spokojnie korytarzem na następną lekcję kiedy nagle poczułam mocne szarpnięcie i nawet nie wiem kiedy zostałam wepchnięta do schowka na miotły. Chciałam krzyczeć lecz "porywacz" szybko zakrył mi usta dłonią.
-Zamknij się to tylko ja. - usłyszałam dobrze mi znany głos. Odwróciłam się do niego przodem.
-Czego chcesz? -syknęłam.
-Mamy robotę. Oni są pieprzonymi szczęściarzami. Za każdym jebanym razem udaje im uniknąć śmierci. Zaczyna mnie to wkurwiać.
-Nie pomyślałeś może, że to ty jesteś na tyle upośledzony, że nie potrafisz nic dobrze zrobić?
-Nie przeginaj.- warknął łapiąc za ramie przez co zasyczałam z bólu. - Ty w tym wszystkim jesteś tylko małą suką i masz robić co ci każe.
-Zobaczymy kto będzie suką jak o wszystkim się dowiedzą.- odparowałam. Wiedziałam, że go tym wkurwię ale miałam coraz mniej siły na to wszystko. Prawdą jest to, że nie pałam przyjaźnią do Styles ale nigdy nie chciałam niczyjej śmierci. Nie wiem co mną kierowało chcąc mu pomóc lecz teraz wiem, że się z tego nie wygrzebie.
-Zginiesz razem z nią i Bieberem. Wystrzelam was wszystkich jak kaczki i dobrze o tym wiesz. A teraz mnie posłuchaj w sobotę chcę to wszystko zakończyć raz na zawsze. W sobotę są wyścigi. Zaciągnę Roonie między te dwa stare pustostany i tam załatwię sprawę, a ty w tym czasie zajmij się Bieberem. Nim zajmiemy się potem. Masz odwrócić jego uwagę, zrozumiałaś ? - warknął,a ja przełknęłam głośno ślinę. -Zrozumiałaś ? -warknął ściskając moje ramie.
-T-tak- szepnęłam.
-Świetnie wreszcie zakończę to, czego ten kretyn nie potrafił zrobić. Nigdy nic dobrze nie potrafił zrobić. Ale dalej jest moim bratem. Należy do mojej rodziny i zrobię wszystko żebyśmy w końcu byli normalną, szczęśliwą rodziną. -powiedział patrząc się w ścianę. W tym momencie przerażał mnie jak nigdy. W jego oczach dostrzec można było obłęd. Postanowiłam zmyć się stamtąd jak najszybciej.
RooniePOV :
Od dnia kiedy z mojej szafki wypadło to zdjęcie minęły trzy dni. Był czwartek, a ja praktycznie odliczałam godziny do soboty. Nie mogłam się już doczekać tego wyścigu. Dodatkowo fakt, że nie ścigałam się sporo czasu mi nie pomagał. Od poniedziałku Justin nie opuszcza mnie nawet na krok. Jest przy mnie cały czas. Przypominają mi się chwile kiedy wyszłam ze szpitala. Justin wtedy jakby oszalał. Traktował mnie jak najcenniejszy kryształ świata. Teraz wcale nie jest lepiej z tą różnicą, że nie wyręcza mnie we wszystkim. Teraz się raczej zachowuje jak mój ochroniarz. Na dzień dzisiejszy mieszkam również z Justinem. Oczywiście nie na stałe. Na razie uważam, że to za wcześnie. Od sylwestra minął tydzień,a ja dalej nie potrafię się zebrać w sobie i poruszyć tematu ojca mojego chłopaka. Obiecuje to sobie każdego dnia, że dzisiaj z nim porozmawiam jednak ta rozmowa nadal nie doszła do skutku. Muszę chyba po prostu dać na luz i poczekać w pewnym momencie to po prostu samo wyjdzie, a przynajmniej mam taką nadzieję.
W dalszym ciągu nie wiem kto za moim postrzałem, podłożeniem bomby, telefonami, esemesami i tym zdjęciem. Jestem prawie pewna, że to wszystko sprawa jednej osoby. W poniedziałek zaraz po szkole pojechaliśmy z Justinem na komisariat porozmawiać z Andersonem. O samochodzie już wiedział lecz pozostała kwestia zdjęcia i telefonów. Wtedy postanowiłam mu wszystko powiedzieć. Była pewna, że Justin będzie wkurwiony i wykrzyczy mi w twarz dlaczego mu nic nie powiedziałam jednak się pomyliłam. Justin wcale na mnie nie krzyczał ani nie był wkurwiony. Faktycznie był lekko zły ale bardziej było mu przykro, że mu o tym nie powiedziałam. Stwierdził, że najwidoczniej mu nie ufam co oczywiście jest bzdurą. Ufam mu bezgranicznie. Starałam się mu wytłumaczyć, że nie chciałam żeby się niepotrzebnie martwił i denerwował. Na co odparował, że jestem głupia i mam mu takie rzeczy mówić. Ten chłopak był czasami taki trudny do ogarnięcia jednak ten trud sprawiał, że kochałam go jeszcze bardziej. I jestem z nim cholernie szczęśliwa mimo wszystko.Moje przemyślenia przerwał ktoś kto szturchnął mnie w ramię.
-Ej! Zakochana księżniczko, idziesz na na lunch czy będziesz się tak gapić w to okno do jutra? -powiedziała Taylor, która stała nade mną. Przez moje rozmyślania nie zauważyłam nawet jak lekcja się skończyła i trwała przerwa na lunch.
-Tak tak, idziemy. - powiedziałam i zaczęłam zbierać swoje rzeczy.
-Wszystko okej ? -zapytała przejęta kiedy przechodziliśmy korytarzem.
-Tak. Po prostu się zamyśliłam. -posłałam jej lekki uśmiech. Jednak widziałam, że nie do końca mi wierzy.- Taylor naprawdę wszystko okej. Po prostu myślałam o wszystkim co stało się w poniedziałek.
-Chodzi ci o zdjęcie, prawda ?
-Też ale nie do końca bardziej chodziło mi o to, że Justin myślał, że mu nie ufam. Co jest niedorzeczne. -westchnęłam.
-Roonie...-westchnęła. -Postaw się też na jego miejscu. Pomyśl, że on to ty, a ty to on. Ktoś chce go zabić i wcale się z tym specjalnie nie kryje, a on ukrywa przed tobą dosyć ważne rzeczy. Sama byś mu powiedziała, że on ci nie ufa.
-Chyba masz rację...-westchnęłam.
-Nie chyba, a na pewno. Kochana znam cię jak nikt inny. Sama byłam zła, że mi o tym nie powiedziałaś ale znam cię i wiem, że chciałaś dobrze. Ale pamiętaj, że nie możesz robić nic własnym kosztem.-powiedziała.
-Dzięki. Ty zawsze wiesz co mi powiedzieć. - objęłam ją ramieniem.
-Nie ma za co. Wiesz, że zawsze jestem dla Ciebie tak jak ty dla mnie. -uśmiechnęła się pokrzepująco i sama mnie objęła. -Wyglądamy jak z jakiegoś filmu o życiu nastolatek w liceum i jesteśmy tymi rzekomo fajnymi co trzęsą szkołą. -powiedziała kiedy wchodziłyśmy do stołówki. Po chwili obie wybuchnęłyśmy śmiechem na co wszyscy na nas spojrzeli. Jednak jak zawsze miałyśmy to w dupie. Muszę przyznać, że Taylor jest najwspanialsza przyjaciółką pod słońcem. W ciągu pięciominutowej drogi wysłuchała mnie, dała radę i poprawiła znacznie humor.
-A wy co takie wesołe? -zapytał Alex kiedy pojawiłyśmy się przy stole.
-Nie interesuj się. -odparowała Tay szczerząc się jak idiotka i siadła obok Ryana. Natomiast ja usiadłam obok Justina.
-Hej, kochanie. -szepnęłam i wpiłam się w jego usta. Zazwyczaj nasze przywitanie wygląda tak, że dostaje krótkiego całusa jednak teraz miałam potrzebę czucia jego bliskości. Po chwili odsunęłam się od niego.
-Czym sobie zasłużyłem na takie powitanie ? -zapytał z uśmiechem na twarzy.
-Niczym. Po prostu chciałam to zrobić. - powiedziałam i przysunęłam się do niego,a on obiął mnie ramieniem.
-Wszystko okej ? -raaaany dlaczego wszyscy zadają to pytanie pomyślałam.
-Tak, wszystko dobrze.
-Nie idziesz po nic do jedzenia ? -zapytał bawiąc się moimi włosami.
-Nie jestem głodna.
-Ale nic jeszcze nie jadłaś dzisiaj. -zaczął się upierać.
-Justin błagam...-jęknęłam biorąc jego puszkę coli i upiłam łyka.
-No już dobrze. Niech ci będzie. Ale w domu ci nie odpuszczę.-zaznaczył na co głośno westchnęłam upijając kolejnego łyka coli.
Siedzieliśmy tak do końca lunchu rozmawiając o wszystkim i o niczym. Umówiliśmy się, że w piątek wieczorem na zrelaksowanie się przed sobotą pójdziemy wszyscy do Justina. Posiedzimy i pogadamy przy piwie czy coś. Spodobała mi się ta propozycja bo dawno nigdzie nie byliśmy razem nie licząc sylwestra. Gdzie i tak byłam zajęta nieco innymi sprawami .
-Widzimy się po wf'ie- powiedział Justin stojąc tuż za mną. Złożył przelotny pocałunek na moim karku i pobiegł na boisko razem z chłopakami. Za to dziewczyny miały dzisiaj zostać na sali i grać w siatkówkę.
Kiedy lekcja dobiegła końca przebrałam się i stanęłam na parkingu czekając na Justina. Chłopak pojawił się chwilę później w towarzystwie Alexa i Ryana. Każdy z nich trzymał zapalonego szluga. Co jest kurwa?- pomyślałam. Przysięgam, że nigdy nie widziałam Biebera z fajką. Nawet kiedy byliśmy wrogami nigdy nie widziałam żeby palił. Ryan i Alex to inna sprawa ci to z fajką nie potrafią się rozstać.
-Siemka,Styles! -powiedzieli chórkiem chłopcy po czym się zaśmiali. Natomiast Justin podszedł do mnie i pocałował. -Siemka, Styles.-mruknął seksownie do ucha.
-Hej chłopaki. -odpowiedziałam. -I witaj chłopcze. -mruknęłam całując go w usta. -A właśnie Bieber. -zaczęłam,a ten się na mnie krzywo spojrzał przez to, że użyłam jego nazwiska. -Od kiedy ty palisz? -zapytałam.
-Nie palę.-zaprzeczył. -Tylko czasami mi się zdąży.
-Spoko tak tylko pytam. Ryan masz fajkę ? -zapytałam.
-Co ? - powiedzieli chórkiem znowu zaczynało to być zabawne.
-Gówno,pytam się czy masz fajkę.
-Ty nie będziesz palić. -powiedział dobitnie Justin.
-Dlaczego niby ?
-Bo nie. Jesteś moją dziewczyną,a ja nie chcę żeby moja dziewczyna dostała raka płuc.
-Nie pierdol,skarbie. Od jednej fajki raka nikt nie dostał.
-Nie i koniec!- powiedział twardo.
-Nie ? To patrz powiedziałam po czym szybkim krokiem do niego podeszłam zabierając mu fajkę z ręki i sama się nią zaciągnęłam,a dym wypuściłam prosto w jego twarz. Na co chłopcy wybuchnęli głośnym śmiechem.
-To my idziemy. Na razie wam. - krzyknął Ryan kiedy odchodzili.
Wzięłam jeszcze 3 buchy i resztę wyrzuciłam. Puściłam oczko Justinowi i wsiadłam do samochodu czekając aż chłopak zrobi to samo.
Do domu jechaliśmy w ciszy. Miałam dziwne wrażenie jakby Justin był na mnie zły choć nie widziałam ku temu powodów.
-Justin, wszystko okej ?-zapytałam.
-Taa...-mruknął.
Dojechaliśmy na miejsce. Justin bez słowa opuścił samochód i wszedł do domu. Głośno westchnęłam i podążyłam za nim. Nie wiedziałam o co mu chodzi ale musiałam się tego dowiedzieć. Weszłam do domu lecz nigdzie go nie widziałam. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi i już wiedziałam, że jest na górze w swoim pokoju. Pomaszerowałam na górę i bez pukania weszłam do pokoju. Justin stał przy oknie paląc fajkę. Podeszłam i stanęłam na przeciw niego.
-Powiesz mi o co ci chodzi ?
-O nic. -powiedział i zaciągnął się dymem z fajki.
-Justin kurwa. Nie chce się z tobą kłócić. Więc proszę cię nie zachowuj się jak bachor i powiedz o co ci chodzi.
-O nic mi nie chodzi. Tylko mogła byś następnym razem przed resztą nie robić ze mnie pośmiewiska. To jak dmuchnęłaś mi dymem prosto w twarz było lekko znieważające. - powiedział beznamiętnie. Na co ja wybuchnęłam śmiechem. - Co cię tak bawi ? -zapytał.
-Ty.- odpowiedziałam. - Biednemu Justinowi Bieberowi sprzeciwiła się dziewczyna i jego biedne ego ucierpiało.- powiedziałam z nutką kpiny. Wzięłam fajkę z jego ręki i wyrzuciłam przez okno. Po czym podeszłam do niego bliżej kładąc moje dłonie na jego policzkach. -Kochanie ja tylko żartowałam. Nie mam zamiaru popadać w nałóg tylko chciałam ci pokazać, że jeżeli będę chiała palić to to zrobię i nawet ty mnie nie powstrzymasz. - mruknęłam.
-Ale ja chcę dla ciebie po prostu dobrze.
-Ja wiem i za to jestem wdzięczna. Ale nie uważasz, że trzeba było powiedzieć coś w stylu. "Roonie nie chce żebyś paliła" a nie " Nie będziesz palić i koniec." Dobrze wiesz, że coś takiego mnie irytuje i robię zawsze na złość. -po tym co powiedziałam Justin głośno westchnął dzięki czemu wiedziałam, że miałam rację,a on się poddał. Posłałam mu szeroki uśmiech po czym musnęłam jego usta. Jednak Justin przyciągnął mnie do siebie i pogłębił pocałunek by po chwili nasze języki mogły toczyć zawziętą walkę. Nawet nie wiem kiedy leżałam na łóżku pod Justinem. Zarzuciłam moje ręce na jego kark i przyciągnęłam go bliżej siebie. Jego dłonie wędrowały po moich bokach unosząc moją koszulkę ku górze. Jego usta zjechały na moją szyję i zaczął ją lekko przygryzać i zostawiać mokre pocałunki.
-Justin..-jęknęłam odchylając głowę w tył by dać mu leszy dostęp do mojej szyi. Jego ręce zjechały w dół mojego brzucha i zatrzymały się tuż przed guzikiem od spodni. Bieber ponownie zaatakował moje usta,a jego ręka zaczęła mocować się z moim rozporkiem. Kiedy wreszcie udało mu się go rozpiąć mój telefon zaczął dzwonić. W duchu przeklinałam ta osobę. Justin zaczął mamrotać pod nosem jakieś przekleństwa i wstał ze mnie podając mi telefon.
-Halo? -warknęłam nie patrząc kto do mnie dzwoni.
-Hej, coś ty taka zła ? -zapytała Taylor po drugiej stronie.
-Nic nic. Co chciałaś ?-zapytałam już normalnie.
-Jedziemy z Blaisem do centrum na zakupy, potem na jakąś kawę czy coś. Dzwonię żeby się zapytać czy nie chcecie się wybrać z nami.
-Przepraszam Cię ale nie damy rady bo jesteśmy trochę...um..zajęci. -dokończyłam,a Justin obok mnie parsknął śmiechem.
-No spoko, to nie przeszkadzam. Pa.- nie czekając na odpowiedź rozłączyła się,a ja opadłam na łóżko rzucając telefon na szafkę obok.
-Ugh..... czy chociaż raz może nam ktoś nie przeszkadzać ?- jęknęłam. -Za każdym razem ktoś dzwoni, pisze,przychodzi albo bóg wie co.- zaczęłam marudzić, a Justin położył się obok mnie i zaczął się śmiać.
Leżeliśmy tak już dobre dwie godziny oglądając jakiś film, który jakoś specjalnie mnie nie interesował. W pewnym momencie zebrałam się na odwagę by w końcu zacząć tą rozmowę.
-Justin...?- zaczęłam.
-Mhm....- odparł dając mi znak, że mnie słucha.
-B-bo ja muszę ci coś powiedzieć. -zaczęłam niepewnie. Chłopak widząc moją niepewność przeniósł swój wzrok z telewizora na mnie lekko się podnosząc.
-Co się stało ? -zapytał.
-Bo widzisz....emm...obiecaj mi najpierw, że nie będziesz zły i nie zrobisz nic głupiego. - powiedziałam cicho,a w głowię pojawiła się wizja tego jak Justina ręka odbija się od mojego policzka.
-Dlaczego miałbym być zły? -zapytał. Jednak widząc mój wyraz twarzy głośno westchnął i przytaknął. -Obiecuję.
-Pamiętasz jak mnie...jak mnie uderzyłeś ? - zapytałam.
-Roonie...-zaczął jednak mu przerwałam.
-Po prostu odpowiedz.
-Tak pamiętam. -powiedział,a na jego twarzy mogłam dostrzec obrzydzenie do samego siebie.
-Ja...ja wtedy nie wiedziałam co mam zrobić. Nie wiedziałam co z nami będzie. Bałam się Ciebie, że to się może powtórzyć ale jednocześnie  miałam ochotę iść do Ciebie i mocno przytulić. Przez ten cały czas była przy mnie Taylor próbując mi pomóc. -zrobiłam przerwę by wziąć oddech,a Justin siedział wpatrując się we mnie i czekając co powiem dalej. - W sylwestra kiedy Tay wróciła od ciebie z moją sukienką ja nie byłam pewna tego czy mam tam iść bałam się ponownej konfrontacji z tobą. Wtedy Tay zaczęła swoją przemowę stając w twojej obronie.-wzięłam głęboki oddech by móc kontynuować. - Powiedziała mi wtedy, że rozmawiała z Blaisem, że on jej coś powiedział jednak powinnam to usłyszeć od Ciebie, że chciałeś mi to powiedzieć nie raz ale bałeś się, że Cię zostawię. -zakończyłam na jednym wydechu i spojrzałam na Justina, który siedział przede mną, a jego twarz wyrażała każdą emocję. Nagle chłopak podniósł rękę na co automatycznie się odsunęłam kuląc się czekając na ból jednak nic takiego się nie stało. Podniosłam wzrok i spotkałam się z wymalowanym szokiem i przerażeniem na twarzy Justina.
-R-roonie. T-ty chyba nie myślałaś, że chcę cię uderzyć ? zapytał. Na co ja tylko spuściłam wzrok. Po chwili poczułam jak ręce Justina oplatają moją talię wciągając mnie ja jego kolana.
-Kochanie spójrz na mnie. -podniósł moją głowę. - Nigdy przenigdy nie popełnię już tego błędu rozumiesz? Błagam nie bój się mnie.- powiedział głosem pełnym bólu. Ja tylko przytaknęłam i wtuliłam się w jego tors. Siedzieliśmy tak w ciszy kiedy nagle tą ciszę przerwał cichy głos Justina.
-Kiedy byłem dzieckiem mieszkałem z rodzicami w Kanadzie. Do LA przeprowadziliśmy się kiedy miałem 14 lat. W Kanadzie mój ojciec był nauczycielem bosku, a kiedy przyjechaliśmy do LA otworzył swój własny klub. Ten sam który prowadzi teraz Paul,ale mieszkaliśmy wtedy w Calabasas. Ojciec od dziecka wpajał mi, że muszę umieć się bić więc codziennie ciągnął mnie do klubu i uczył mnie. Wszyscy uważali, że jestem naprawdę dobry. Jak to mówili Bieber z krwi i kości.
Miałem wtedy 16 lat i jak każdego dnia po szkole szedłem do klubu do ojca na trening. Tego dnia jednak coś mi nie pasowało. Zawsze było tam pełno ludzi. Jednak wtedy było cicho i pusto. Poszedłem do szatni by się przebrać jednak widok, który tam zastałem był nie do wytrzymania. Mój ojciec pieprzył jakąś laskę w szatni. Czym prędzej stamtąd wyszedłem i po prostu zacząłem biec przed siebie aż dotarłem do tego miejsca które ci pokazałem jak byliśmy w Calabasas. Siedziałem tam do wieczora myśląc o tym co mam zrobić. Z jednej strony chciałem powiedzieć wszystko mamie ale z drugiej wiedziałem, że by się załamała czego nie chciałem. Byłem  rozdarty. Poszedłem do domu z zamiarem porozmawiania z ojcem. Jednak gdy wszedłem do domu czas jakby się zatrzymał. Usłyszałem krzyki z góry czym prędzej tam pobiegłem to co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania.Moja matka leżała na podłodze z rozwaloną wargą, a mój ojciec pochylał się nad nią wyzywając ją od szmat i dziwek po czym na moich oczach uderzył ją z pięści w twarz.- przełknął ślinę i kontynuował dalej. - Od razu rzuciłem się w ich stronę odciągając od niej mojego ojca. Chciałem pomóc jej wstać i ją z stamtąd zabrać lecz kiedy tylko się przy niej znalazłem mój ojciec pociągnął mnie w tył. Zaczął się na mnie wydzierać, że jestem nieodpowiedzialnym gówniarzem, że go nie szanuję. Krzyczał, że czekał na mnie,a ja nie przyszedłem na trening tylko się gdzieś szlajam. Mówił, że nie jestem godny by być jego synem, że jestem gówno warty. W pewnym momencie wybuchnąłem i powiedziałem co widziałem na końcu nazywając go zakłamanym kutasem za co dostałem prawego sierpowego. Nie chciałem żeby i mnie spotkał taki los jak matkę więc zacząłem się bronić. Oddałem mu. Co ewidentnie mu się nie spodobało. Zaczęliśmy się bić. Mój ojciec może i był bardziej doświadczony i większy ale był również starszy ode mnie- szybciej tracił siły. Nawet nie nie wiem kiedy nasza walka przeniosła się na korytarz. W pewnym momencie uderzyłem mojego ojca tak, że się zachwiał, a stał on przy schodach. Stracił równowagę i spadł. J-ja zabiłem mojego ojca.-głos mu się załamał jednak nie przerwał.- Jednak uznali to za nieszczęśliwy wypadek. Po tym wszystkim sprzedaliśmy dom w  Calabasas i zamieszkaliśmy w La. Po tym wszystkim stałem się tym kim byłem przed tobą. Piłem, chodziłem na imprezy, spałem z kim popadnie, zacząłem się ścigać by móc się gdzieś wyładować. Zacząłem też brać przez co stałem się agresywny. Dzięki Ryanowi wyszedłem z tego gówna- przestałem brać jednak moja agresja rosła w siłę gdy byłem na głodzie. Klub był mój ale nie potrafiłem go prowadzić więc oddałem go Paulowi na takiej zasadzie, że utarg dzielimy między siebie. Na swoim koncie mam kilka trwałych uszkodzeń ciała. Po pewnym czasie zgubiłem się. Nie wiedziałem jak mam wyładować swoją agresję. Box mi nie pomagał, wyścigi też nie. Wtedy dobrym pomysłem okazał się seks. Robiłem wiele głupot, wiele błędów w życiu popełniłem, o których bd pamiętał do końca życia. Byłem wredny dla każdego. Dopuszczałem do siebie tylko Ryana. Nienawidziłem każdego. Resztę widziałaś na własne oczy. - szepnął i schował twarz w dłoniach. Chciało mi się płakać. Kiedy z Justinem mieliśmy wrogie stosunki zawsze  uważałam go za rozpieszczonego dzieciaka tym czasem jego życie to było jedno wielkie gówno. Nie dawała mi spokoju jedna rzecz. Musiałam to wiedzieć. Nie wiem dlaczego ale po prostu musiałam.
-Justin...-szepnęłam.- Czy...czy ty kiedykolwiek zrobiłeś jakiejś dziewczynie coś wbrew jej woli ? -zapytałam.
-T-tak. Zgwałciłem kogoś.- szepnął,a moje serce stanęło. - Roonie proszę Cię nie znienawidź mnie. Błagam nie odchodź ode mnie. Ja nie wiedziałem co robię. Większość z tego byłem albo nachlany albo naćpany. - mówił desperacko na skraju łez. - Błagam...-szepnął. Moje serce pękło na miliony kawałków widząc go w takim stanie.
-Spójrz na mnie.- poprosiłam szeptem. Justin powoli podniósł głowę,a nasze oczy się spotkały.- Posłuchaj mnie..-zaczęłam łapiąc jego twarz w dłonie. - Masz rację narobiłeś mnóstwo głupot. Ale jesteś tylko człowiekiem, Justin. Zgubiłeś się i nie wiedziałeś co masz robić. Ale liczy się to co jest teraz. Teraz jesteś inny i dla mnie tylko to się liczy. Pokochałam Cię choć wiedziałam jaki jesteś. I to wszystko co powiedziałeś prawie nic nie zmieniło. Kocham Cię dalej, słyszysz? Kocham Cię i nie mam zamiaru cię zostawić.
-Prawie ? -zapytał jakby tylko to usłyszał.
-Tak prawie. Zmieniło się to, że jak cię poznałam uważałam cię za rozpieszczonego gówniarza teraz uważam, że jesteś silnym i wspaniałym facetem. Moim facetem. -posłałam mu delikatny uśmiech.
-Naprawdę dalej chcesz ze mną być ? Po tym wszystkim ?
-Czyż to właśnie nie jest miłość ? Kochałam Cię 15 minut temu nie wiedząc tego i kocham Cię teraz kiedy wszystko wiem. Twoja historia nijak nie wpłynęła na moje uczucia. Zostaję tu!- powiedziałam i go pocałowałam.
-Kocham Cię.- mruknął.
-Wiem.-szepnęłam i ponownie wpiłam się w jego usta.

Od Autorki :
Jestem chora i nie mam na nic siły ale do szkoły i tak cisnę jutro -,-
Wracam do łóżka, kocham was i mam nadzieję, że wam się podobał <3

niedziela, 7 września 2014

37. I'm scared.

RooniePOV:
Szłam przed siebie drogą gdzie nie było nic prócz drzew, pobocza i mijających mnie samochodów. Było ciemno, a ja szłam zupełnie sama zastanawiając się gdzie do cholery jest Justin, który miał po mnie przyjechać. Nagle zobaczyłam zbliżający się samochód. Z początku widziałam tylko reflektory leczy kiedy auto znalazło się bliżej mnie dostrzegłam panterkowe audi Justina. Był on w odległości nie większej niż 100 metrów ode mnie gdy nagle usłyszałam huk, a auto stanęło w płomieniach. Z mojego gardła wydostał się przeraźliwy krzyk nie patrząc na nic zaczęłam biec w stronę auta. Kiedy byłam wystarczająco blisko widziałam ciało Justina, które bezwładnie leżało oparte o kierownice.
-JUSTIN! - wrzasnęłam próbując dostać się do wozu jednak na marne. Po chwili na miejscu zjawiła się straż, policja i karetka. Poczułam jak ktoś mnie odciąga jednak nie dawałam za wygraną. Kopałam i krzyczałam żeby mnie puścił. Jednak widząc, że nic tym nie wskóram uspokoiłam się i pozwoliłam by mnie poprowadzili do karetki.
-Wszystko w porządku ? -zapytał jeden z sanitariuszy.
-Tak. Co z nim ? Co z Justinem ? -zapytałam. Kiedy to pytanie padło z moich ust sanitariusz przybrał przepraszający wyraz twarzy.
-Przykro mi ale...- nie zdążył dokończyć kiedy w zasięgu mojego wzroku pojawiło się dwóch mężczyzn niosących czarny worek.
-Nieeeeeeee- krzyczałam. -Proszę, nie! To nie może być prawda. Justin błagam, nie zostaiwaj mnie. -ostatnie zdanie wyszeptałam i padłam na kolana zanosząc się płaczem. '
-ROONIE!- dotarł do mnie czyjś krzyk. -Kurwa mać, obudź się!- otworzyłam oczy i pierwsze co zobaczyłam to zmartwiona twarz Justina. Od razu rzuciłam się chłopakowi na szyję.
-Ty żyjesz.- szepnęłam i wtuliłam się bardziej w jego ciało.
-Żyje. To był tylko zły sen, słyszysz ?Wszystko jest już okej. - powiedział i przycisnął mnie bardziej do siebie.
Byłam totalnie rozbita. Ten sen był tak kurewsko realistyczny. Oderwałam się od Justina i spojrzałam mu w oczy. Chłopak ułożył swoje dłonie na moich policzkach i starł z nich płynące łzy.
-Nie płacz. Wszystko jest w porządku. - szepnął i czule mnie pocałował.
-T-to było tak bardzo realistyczne. - wyjąkałam.
-Opowiesz mi o czym był ten sen ?
-Ja-ja szłam pustą ulicą i czekałam aż po mnie przyjedziesz. K-kiedy pojawiłeś się na horyzoncie twój samochód wybuchł i ty ty zginąłeś.- dokończyłam i kolejna fala łez popłynęła wzdłuż mojej twarzy.
-Kochanie nie płacz. Błagam Cię. Nic mi nie jest. Słyszysz? -próbował mnie pocieszyć głaszcząc moje policzki. -Chodź idziemy spać. Jutro czeka nas szkoła. - przytaknęłam tylko. Justin opadł na łóżko ciągnąc mnie za sobą tak, że moja głowa spoczywała na jego klatce piersiowej. Chłopak otulił mnie ramionami i mocno do siebie przytulił.
Obudziło mnie znienawidzone przeze mnie urządzenie zwane budzikiem. Otworzyłam oczy i pierwsze co zobaczyłam to klatka piersiowa Justina. Próbowałam się podnieść jednak na próbach się skończyło gdyż Justin obejmował mnie tak mocno, że nie byłam w stanie się ruszyć. Zdołałam podnieść tylko głowę. Justin tak słodko spał. Naprawdę nie chciałam go budzić jednak nie miałam wyjścia.
-Justin wstawaj. -powiedziałam. Jednak na nic bo chłopak ani drgnął. -Justin!- podniosłam ton jednak dalej zero reakcji. Nagle wpadłam na pewien pomysł. Miałam świadomość tego, że może się to źle skończyć jednak postanowiłam zaryzykować.
-Kochanie...-zamruczałam mu do ucha jednocześnie moja ręka wsunęła się pod kołdrę po czym zaczęłam jeździć moimi paznokciami w dół jego brzucha. -Skarbie proszę cie wstań.- szepnęłam mu do ucha, a moja ręka znalazła się przy gumce jego bokserek. -Justin, wstań proszę.- powiedziałam,a moja ręka spoczęła na jego przyrodzeniu. W tym momencie chłopak się spiął j jęknął ledwo słyszalnie czyli już nie spał. - Dzień dobry, królewno.- zaśmiałam się i musnęłam jago wargi. Justin najwyraźniej już w pełni obudzony w ciągu sekundy obrócił nas tak, że leżałam na nim i pogłębił pocałunek. Ułożyłam swoje dłonie na jego twarzy i oddałam pieszczotę. Justina ręce powędrowały pod moją koszulkę i zaczęłam jeździć po moich bokach. Dopiero kiedy zaczął powijać moją w zasadzie swoją no ale nie ważne koszulkę oprzytomniałam. Oderwałam się od niego ostatni raz cmoknęłam go w usta i wykorzystując moment jego nieuwagi wyskoczyłam z łóżka.
-Skarbie....-jęknął. - Wróć tutaj no.
-Nie. Mamy szkołę wstawaj! Ja idę pod prysznic,a tobie też radziłabym ruszyć tyłek bo nie mam u Ciebie rzeczy do szkoły więc musimy jeszcze podjechać do mnie. -powiedziałam w trakcie zbierając rzeczy potrzebne mi w łazience. - Więc rusz się.-Krzyknęłam jeszcze po czym zamknęłam się w łazience.
Wzięłam szybki prysznic, uczesałam włosy, zrobiłam makijaż, ubrałam się i byłam prawie gotowa. Wyszłam z łazienki zgarnęłam jeszcze swoją torbę i telefon i zeszłam na dół mając nadzieję, że właśnie tam znajdę mojego chłopaka gdyż na górze go nie było. Zastałam go w kuchni robiącego nam śniadanie. Z uwagi na to, że było już dosyć późno Justin zrobił mi kawę w kubku termicznym bym mogła ją wypić po drodze. Po zjedzeniu śniadania w dosyć szybkim tempie zebraliśmy potrzebne rzeczy, wyszliśmy z domu, wsiedliśmy do mojego samochodu gdyż z samochodu Justina nie było co zbierać. Przyznam szczerze, że szkoda mi go gdyż lubiłam jeździć tym autem. Pomimo tego, że to mój samochód Justin i tak prowadził.
-Justin...-zaczęłam. - Skoro teraz jesteś bez auta...- jednak nie dane mi było skończyć.
-Możemy na razie nie zaczynać tego tematu ? -warknął.
-Ja chciałam tylko ....- znowu mi przerwał.
-Roonie, skończ.- powiedział nieco głośniej.
-Możesz mi kurwa dać skończyć zdanie ? - zaczynałam się denerwować. Justin tylko westchnął. Uznałam to za zielone światło by kontynuować. -Chciałam ci tylko powiedzieć, że dopóki nie będziesz miał nowego samochodu dam ci moje białe ferrari. - warknęłam.
-Dziękuję kochanie i przepraszam. Wiesz ile znaczył dla mnie tamten samochód.- westchnął. - Jednak tu nie tylko o niego chodzi. Fakt, że ktoś podłożył tą bombę chcąc naszej śmierci jakoś mnie nie cieszy. Uważam, że powinniśmy po szkole udać się na komisariat i porozmawiać z Andersonem. Musimy mu o tym powiedzieć. Jestem prawie pewny, że ma to coś wspólnego z poprzednimi wydarzeniami.
-Ja nie chcę tam znowu iść. - mruknęłam.
-Uwierz mi, że ja też jednak nie mamy wyjścia. Roonie to się musi w końcu skończyć. Już raz o mało cię nie straciłem nie chcę tego powtarzać. - powiedział, a w jego głosie czaił się smutek.
-Dobrze pójdziemy do niego po szkole ale teraz prosze nie zamartwiaj się tym. -powiedziałam i ułożyłam dłoń na jego karku głaszcząc go w tym miejscu.
Reszta drogi minęła w ciszy. Kiedy wjechaliśmy na szkolny parking od razu rzuciła nam się w oczy grupka ludzi stojąca przy żółtym porshe. Justin zaparkował zaraz obok. Wysiedliśmy z samochodu po czym podeszliśmy do naszej paczki. Przywitaliśmy się z każdym i wkręciliśmy się w dyskusję.
-Zaraz ale o czym ty mówisz ? -zapytałam bo nie za bardzo wiedziałam o czym Alex mówi.
-Mówię o tym, że dzisiaj jest środa,a w sobotę są wyścigi na pasach. - powiedział.
-Dobra, kumam. Wybacz ale nie słyszałam całej rozmowy. Czyli co ? W sobotę jedziemy na płyty. -powiedziałam z wielkim entuzjazmem.
-Taaa... w sobotę idziemy na pasy ale teraz lepiej chodźmy na lekcje bo pasy to będziemy mieli ale na dupie. -powiedziała Crystal na co wszyscy wybuchnęli śmiechem. Jednakże wszyscy ruszyliśmy w stronę budynku. Kiedy weszliśmy do środka każdy rozszedł się w swoją stronę. Ja Justin i Tay poszliśmy razem gdyż mamy szafki obok siebie. Podeszłam do mojej szafki i wpisałam kod. Kiedy otworzyłąm drzwiczki wypadła z niej czarna koperta. Podniosłam ją i postanowiłam sprawdzić co w niej jest. Kiedy zobaczyłam jej zawartość moje serce gwałtowniej zaczęło bić, ręce zaczęły się pocić, a na mojej twarzy malowało się przerażenie. W kopercie znajdowało się zdjęcie jak moja mama leży martwa u mnie w domu z dopiskiem "Ty będziesz następna. " Nie wiedziałam co mam zrobić. Stałam tak i patrzyłam się w zdjęcie. Do oczu napłynęły mi łzy jednak nie pozwoliłam im się wydostać. Nagle jak z pod ziemi za mną pojawił się Justin.
-Co tam masz? -zapytał i za nim zdążyłam cokolwiek zrobić chłopak wyrwał mi zdjęcie z ręki.
- Ja pierdole....- powiedział. Po czym złapał mnie za ramię i obrzucił tak, że stałam do niego przodem. Uniosłam lekko głowę i spojrzałam mu w oczy, w których malował się gniew, a także strach i obawa. -Wszystko w porządku? -zapytał. Przełknęłam głośno ślinę i spuściłam wzrok. Po chwili jednak na powrót spojrzałam mu w oczy i wypowiedziałam tylko dwa słowa, których kiedyś nie było nawet w moim słowniku.
-Boje się....-szepnęłam.

Od Autorki : 

Padam na twarz. 
Nienawidzę szkoły. 
Nie mam siły. 
Ale rozdział dodałam bo was kocham. Teraz wy pokażcie czy mnie kochacie i komentujcie ładnie. 
<3 Buziaaaczki.